piątek, 28 listopada 2014

28 XI 1922 r. Józef Piłsudski otworzył pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu I kadencji


Ambasador Danii po wywiadzie prezesa dla "Wprost": Doceniam wszystkie uwagi. Ale słowa o pedofilii? Zdziwiłem się

Wiktoria Beczek
List ambasadora Danii / Jarosław Kaczyński
List ambasadora Danii / Jarosław Kaczyński (Wprost.pl / AG)
 
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Wprost" stwierdził, że Polska powinna wzorować się na Danii, jednak nie w sprawach obyczajowych. Przykład Danii jest bowiem "odrażający". "Tam się w gruncie rzeczy legalizuje pedofilię" - stwierdził. Duński ambasador odpowiada prezesowi PiS: "Pedofilia nie jest dozwolona, ani akceptowana".
"Chcemy przebudować Polskę, znieść system klientystyczny, doprowadzić do lepszego kształtu rynku, choć zdajemy sobie sprawę, że prędko drugiej Danii nie zrobimy" - mówił w wywiadzie dla "Wprost" Jarosław Kaczyński. Na pytanie dziennikarki, czy przykład Danii nie jest dla PiS zbyt ryzykowny obyczajowo, prezes odparł: "Nie mówię o sprawach obyczajowych. On nie jest ryzykownym, tylko odrażający, tam się w gruncie rzeczy legalizuje pedofilię".

"Jeżeli jest Pan zainteresowany informacjami na temat Danii..."

Kilka dni po ukazaniu się "Wprost" z wywiadem list do Kaczyńskiego wystosował ambasador Danii w Polsce Steen Hommel.


"Doceniam wszystkie pozytywne uwagi dotyczące Danii i pragnę za nie podziękować. Jednak Pański komentarz dotyczący pedofilii w Danii (...) wzbudził olbrzymie zdziwienie. Pedofilia nie jest dozwolona w duńskim systemie prawnym, ani też nie jest akceptowana w duńskim społeczeństwie" - czytamy na stronach "Wprost", którego redakcja otrzymała kopię listu.

"Interesuje mnie, na czym opierał się Pan, formułując to obciążające stwierdzenie i mam nadzieję jak najszybciej otrzymać od Pana wyjaśnienie tej kwestii" - apeluje Hommel i dodaje: "Jeżeli jest Pan zainteresowany informacjami na temat Danii, proszę o kontakt z Ambasadą".
 
Zobacz także

czwartek, 27 listopada 2014

Sławomir Nowak zrzekł się mandatu posła

Były minister transportu Sławomir Nowak poinformował, że w czwartek złożył marszałkowi Sejmu oświadczenie o zrzeczeniu się mandatu posła, a szefowi klubu PO - rezygnację z członkostwa w klubie parlamentarnym Platformy.
W oświadczeniu zamieszczonym na Twitterze Nowak zapowiedział także, że będzie się odwoływał od wyroku sądu, który w czwartek skazał go na 20 tys. zł grzywny za zatajenie w pięciu oświadczeniach majątkowych zegarka wartego ponad 10 tys. zł.

"Szanuję wyrok sądu, choć się z nim nie zgadzam. Nie podzielam argumentacji zawartej w ustnym uzasadnieniu. Oczywiście będę się odwoływał od wyroku i będę do końca bronił swojego dobrego imienia" - napisał Nowak.

"Uważam, że w obecnych warunkach pełnienie mandatu posła jest niemożliwe. Dlatego, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, w dniu dzisiejszym złożyłem marszałkowi Sejmu oświadczenie o zrzeczeniu się mandatu posła" - poinformował. Dodał także, że złożył rezygnację z członkostwa w klubie parlamentarnym Platformy.

"Nigdy świadomie nikogo nie wprowadziłem w błąd i nigdy nie było moją intencją złożenie niekompetentnego lub nieprawdziwego oświadczenia majątkowego, szczególnie w sytuacji, gdy dotyczy ono noszonego i pokazywanego publicznie zegarka" - napisał Nowak.

Nowak, poseł wybrany z list PO i b. minister transportu w rządzie Donalda Tuska, został oskarżony przez prokuraturę o złożenie w latach 2011-13 w sumie pięciu nieprawdziwych oświadczeń majątkowych (poselskich i ministerialnych), w których nie ujawnił, że posiada zegarek kupiony za ponad 20 tys. zł. Prawo wymaga, by posłowie i ministrowie w oświadczeniach majątkowych ujawniali posiadanie "rzeczy ruchomych" wartych więcej niż 10 tys. zł.

Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście w całości podzielił stanowisko prokuratora, który wskazał dowody winy b. ministra i bezsporne okoliczności w sprawie: że jako poseł i minister miał obowiązek wykazać w oświadczeniach majątkowych wszystkie ruchomości warte więcej niż 10 tys. zł - a za taką rzecz sąd uznał również zegarek Nowaka, nie znajdując powodu, by nie ujawniać go w oświadczeniu. Wyrok jest nieprawomocny.



Wyborcza.pl

wtorek, 25 listopada 2014

PAPIEŻ FRANCISZEK W PE: EUROPA TO BABCIA, JUŻ BEZPŁODNA I NIETĘTNIĄCA ŻYCIEM

MIEŚ, AB, PAP 2014-11-25
  • Papież spotkał się w Strasburgu z 97-letnią Niemką, od której wynajmował w młodości pokój, a potem z nią korespondowałPOOL/REUTERS
  • Papież Franciszek i przewodniczący PE Martin Schulz ANDREW MEDICHINI/AP
  • Papież Franciszek przemawia w Strasburgu ANDREW MEDICHINI/AP
  • Papież Franciszek i przewodniczący PE Martin Schulz ANDREW MEDICHINI/AP
  • Papież Franciszek przemawia w StrasburguPOOL/REUTERS
  • Papież Franciszek przemawia w Strasburgu CHRISTIAN HARTMANN/AP
  • Papież Franciszek przemawia w StrasburguANDREW MEDICHINI/AP
- Coraz więcej osób odnosi wrażenie starzenia się i zmęczenia Europy. Ona jest już jak babcia, bezpłodna i nietętniąca życiem – mówił papież podczas świetnie przyjętego przemówienia w gmachu Parlamentu Europejskiego. Franciszek spotkał się też w Strasbourgu z 97-letnią Niemką, u której wynajmował pokój ponad 30 lat temu.
Papieża na lotnisku w Strasburgu powitali m.in. francuska minister ekologii, rozwoju i energii Francji Segolene Royal oraz hierarchowie lokalnego Kościoła. Przed lotniskiem nie było tłumów; na papieża czekało kilkadziesiąt osób. Na przejazd do unijnych instytucji Franciszek wybrał skromny – jak na możliwości europarlamentu – samochód: Peugeot 407. To stary model, który był produkowany do 2010 r.
W Parlamencie Europejskim, w drodze do sali plenarnej, Franciszek spotkał się z 97-letnią Niemką, u której wynajmował pokój podczas pobytu w Niemczech prawie 30 lat temu. Potem przez wiele lat pisali do siebie listy. Papież otrzymał od niej upominek, a następnie pozowali do wspólnego zdjęcia.
„Europa jest już babcią. Jest bezpłodna i nie tętni życiem
W prawie 40-minutowym, przerywanym oklaskami wystąpieniu, Franciszek apelował do eurodeputowanych o zagwarantowanie przyszłości i pracy młodym pokoleniom, troszczenie się o „kruchość narodów i osób”, a także o zachowanie żywotności demokracji. – Niech Europa odkryje na nowo swą dobrą duszę – prosił. – Z wielu stron odnosi się ogólne wrażenie zmęczenia i starzenia się Europy-babci, już bezpłodnej i nietętniącej życiem – tłumaczył.
Papież podkreślił, że zmieniający się świat jest coraz mniej „eurocentryczny”. – Obszerniejszej i posiadającej większy wpływ Unii zdaje się jednak towarzyszyć wizerunek Europy trochę podstarzałej i przytłumionej, skłonnej, by czuć się mniej uczestniczącą w świecie, który patrzy na nią z dystansem, nieufnością, a niekiedy z podejrzliwością – oświadczył.
Franciszek przyznał też, że jedną z najczęstszych chorób, jakie dostrzega w Europie, jest samotność, której doświadczają zarówno ludzi starsi, pozostawieni własnemu losowi, jak i pozbawiona szans na przyszłość młodzież oraz imigranci. Papież z niepokojem zwrócił również uwagę na egoistyczne style życia i obojętność wobec otaczającego świata, zwłaszcza najuboższych, oraz „agresywny konsumpcjonizm”.
Papież o imigrantach: Morze Śródziemne nie może być cmentarzyskiem
- Drodzy eurodeputowani, nadeszła pora, aby wspólnie budować Europę, która nie obraca się wokół gospodarki, ale wokół świętości osoby ludzkiej, wartości niezbywalnych – apelował Franciszek. Jego zdaniem nadszedł czas, aby porzucić ideę Europy „przestraszonej i zamkniętej w sobie”, a budować wspólnotę, które opiekuje się człowiekiem, broni go i chroni.
Papież nawoływał też w przemówieniu o wspólne stawienie czoła problemowi imigracji. – Nie można się godzić z tym, by Morze Śródziemne było wielkim cmentarzem – oświadczył.
Pope Francis speaking to the European Parliament on responsibility of Europe pic.twitter.com/UvN64V84Su
— Jacek Saryusz-Wolski (@JSaryuszWolski) listopad 25, 2014
- Europa będzie w stanie poradzić sobie z problemami związanymi z imigracją, jeśli będzie umiała jasno zaproponować swoją tożsamość kulturową i wprowadzić w życie odpowiednie ustawodawstwo, które potrafiłoby jednocześnie chronić prawa obywateli europejskich i zapewnić gościnność dla imigrantów – przekonywał Franciszek. Jego przemówienie nagrodzono długą owacją na stojąco.
Dzień Przed wizytą papieża – nagi protest w katedrze
Dzień przed przybyciem Franciszka do Strasburgu do katedry Najświętszej Marii Panny (gdzie wierni oglądali transmisję z przemówienia) wtargnęły aktywistki radykalnej organizacji Femen, protestując przeciwko wizycie papieża. Półnagie aktywistki, które upominają się o prawa kobiet, wyraziły sprzeciw wobec obecności Kościoła w instytucjach państwowych.
fot. Christian Lutz/AP
Kilka dni temu radykalny ruch wrzucił do sieci film z porwania księdza – najprawdopodobniej nagranie było mistyfikacją. Zakładnik miał być zwolniony właśnie w razie odwołania wizyty papieża w instytucjach europejskich.
Piąta wizyta zagraniczna Franciszka
Strasburg jest piątym celem zagranicznej podróży papieża, po pielgrzymkach do Brazylii, Ziemi Świętej, Korei Południowej i Albanii. W związku z pielgrzymką w mieście wprowadzono dodatkowe procedury bezpieczeństwa oraz kontrole dla wszystkich, którzy w trakcie wizyty chcieli wejść do PE i Rady Europy.
Franciszek oprócz przemówienia na uroczystej sesji PE w planach miał także spotkanie z szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, premierem sprawujących prezydencję w UE Włoch Matteo Renzim oraz z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem. W gmachu europarlamentu papież dostał też książkę od Martina Schulza; przewodniczący PE otrzymał natomiast obraz przedstawiający gołębia z gałązką oliwną.

PRZESŁANIE PAPIEŻA FRANCISZKA DLA EUROPY

Piotr Moszyński, Strasburg (RFI), 25.11.2014
Franciszek, pierwszy w historii papież spoza Europy, złożył we wtorek kilkugodzinną wizytę w Unii Europejskiej, a dokładnie w Strasburgu. Wygłosił dwa przemówienia chwalące Europę za rangę, jaką nadaje prawom człowieka, i ganiące ją za niedostatek troski o imigrantów i za niesprawiedliwości społeczne.
Pierwsze wystąpienie papieża – w Parlamencie Europejskim – było symbolicznie skierowane do ponad 500 mln obywateli UE. Drugie – w Radzie Europy – miało jeszcze szersze grono adresatów: 800 mln mieszkańców 47 krajów członkowskich tej organizacji, w tym Rosji i Ukrainy.
Nie była to pierwsza wizyta papieska w instytucjach europejskich. 26 lat temu przed deputowanymi europejskimi stanął Jan Paweł II, ale jakże inna była wtedy Europa. Papież Polak zwracał się do przedstawicieli zaledwie 12 krajów i domagał się, by Europa mogła oddychać swoimi obydwoma płucami: zachodnim i wschodnim. Obecny papież nawiązał od razu na początku przemówienia do tamtych czasów i do wystąpienia swojego poprzednika. Uznał, że Unia jest teraz wprawdzie „obszerniejsza” i ma większe wpływy, ale towarzyszy temu „wizerunek Europy trochę podstarzałej i przytłumionej”.
Franciszek docenia, że w odróżnieniu od Jana Pawła II ma przed sobą demokratycznie wybranych reprezentantów 28 państw z Europy, która już nie jest podzielona, a jej płuca oddychają zgodnie razem. Dostrzega jednak dużo innych problemów, które ma dzisiejsza Europa, podobnie zresztą jak jej katolicyzm, którego środek ciężkości przesunął się w międzyczasie na półkulę południową, z której pochodzi obecny papież.
Rozmowa Franciszka z europejskimi parlamentarzystami była próbą znalezienia przekonującej dla Europejczyków drogi między uzasadnionym optymizmem a równie uzasadnionymi niepokojami.
Nie pozwólmy, by Morze Śródziemne stało się wielkim cmentarzem
Na samym wstępie zaznaczył, że jego posłanie łączy w sobie „nadzieję i zachętę”. Papieskie posłanie było przede wszystkim pełne szacunku dla ludzkiej godności, a także dla „centralnej roli”, jaką odgrywa UE w propagowaniu w świecie praw człowieka. Franciszek stanowczo przeciwstawił się traktowaniu ludzi jak przedmiotów, szczególnie w kontekście trudności, jakie przeżywa obecnie europejska gospodarka. Wystosował żarliwy apel o „mądre łączenie wymiaru osobistego z wymiarem dobra wspólnego”.
Głęboko humanistyczny charakter papieskiego posłania do Europejczyków nie jest oczywiście żadną niespodzianką. Ale nie jest nią również troska, z jaką Franciszek pochylił się nad kilkoma problemami bardzo konkretnymi. Przede wszystkim sytuacja edukacji i rodziny, które w odczuciu papieża są nierozerwalnie powiązane. Następnie, „chwalebne” zaangażowanie Europy na rzecz ekologii, by chronić „naszą ziemię” wymagającą „stałej opieki i uwagi”. Wreszcie kwestia migracji, najwyraźniej poruszająca Franciszka. Był przecież osobiście w Lampeduzie, stanął twarzą w twarz z tragedią setek ludzi usiłujących dostać się za wszelką cenę, nawet życia, do wymarzonej Europy. Parlamentarzystom w Strasburgu powiedział więc wyraźnie, że nie można pozwolić na to, by „Morze Śródziemne stało się wielkim cmentarzem”. Wytknął im, że trudno będzie tego uniknąć, jeśli kraje europejskie nie będą się w tej dziedzinie wzajemnie wspierać. A wiadomo, że nie robią tego wystarczająco, zostawiając kraje śródziemnomorskie w dużej mierze same z tym problemem.
Papież oczywiście przypomniał też o chrześcijańskich korzeniach Europy, ale także o aktualnym stanie jej gospodarki i o generowanych przez nią niesprawiedliwościach, o młodym pokoleniu licznych bezrobotnych, o narastaniu populizmów, o zagrożeniach dla pokoju w Europie i nieodległych od niej regionach.
Strasburg nie zauważył papieża
Jeśli nie liczyć kilku kwaśnych komentarzy deputowanych ze skrajnej lewicy, członkowie PE na ogół nie mieli kłopotu z zaakceptowaniem wysłuchania w tej instytucji, po m.in Dalajlamie, przywódcy religijnego jak papież. Wizyta w Parlamencie przebiegła zatem w dość ciepłej atmosferze, natomiast z lekkim rozżaleniem odnieśli się do niej mieszkańcy Strasburga.
Jeszcze w przeddzień śródmieście wyglądało tak, jakby nic szczególnego się nie miało w mieście zdarzyć. Żadnych żółto-białych flag, żadnych portretów, żadnych haseł powitalnych, żadnych handlarzy dewocjonaliami. Dopiero w miarę zbliżania się do dzielnicy instytucji europejskich wprawne oko mogło dostrzec większą niż zwykle liczbę policyjnych patroli, a dziennikarze szukający biura wydającego im specjalne przepustki mogli trafić na saperów, tak dokładnie sprawdzających sąsiedni budynek, że można było odnieść wrażenie, iż go obwąchują razem z towarzyszącymi im psami.
We wtorek od rana centrum Strasburga odczuło już papieską wizytę, ale tylko rykoszetem, z powodu ścisłego zamknięcia dzielnicy europejskiej przez siły porządkowe i wynikających stąd m.in. zaburzeń w ruchu samochodów i komunikacji miejskiej. Sam papież natomiast w ogóle przez śródmieście nawet nie przejechał, bo z lotniska pomknął autostradą prosto do Parlamentu Europejskiego.
Była to tym razem zamierzona izolacja od miejscowej ludności i turystów, a nawet od wiernych zgromadzonych w słynnej strasburskiej katedrze. Mogli oni tam oglądnąć i wysłuchać papieskich przemówień dzięki nowoczesnym środkom przekazu, ale nie mieli z gościem styczności, a wokół katedry spokojnie rozkładał się już tradycyjny bożonarodzeniowy jarmark.
Pretensje do Franciszka byłyby jednak małostkowe. Przecież zgodnie z oficjalną formułą tej wizyty nie przyjechał on do Francji, a jeszcze mniej do Strasburga, lecz do Europy. A skoro tak, to celowo nie składał wizyty w żadnym jej konkretnym kraju, tylko w jej instytucjach ponadnarodowych.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Kaczyński i Miller użyli podstępu? "Podsycali nastroje antypaństwowe". Jest zawiadomienie do prokuratury

Anna Gmiterek-Zabłocka
Leszek Miller, Jarosław Kaczyński
Leszek Miller, Jarosław Kaczyński (Fot. Agencja Gazeta)
Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożył Janusz Palikot. Jego zdaniem Miller i Kaczyński ponoszą odpowiedzialność za chuligańskie wybryki, do których doszło w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej kilka dni temu. "Dzień wcześniej wspólnie podsycali nastroje antypaństwowe, wskazując, iż wyniki wyborów zostały sfałszowane" - napisano w zawiadomieniu. A chodzi o przestępstwo z art. 249 Kodeksu karnego.
W tym konkretnym artykule jest mowa o przeszkadzaniu w wyborach. "Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadza w (...) obliczaniu głosów, sporządzaniu protokołów lub innych dokumentów wyborczych podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Zdaniem Palikota tu mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją, bo zarówno Kaczyński, jak i Miller w trakcie publicznych wypowiedzi wskazywali m.in., że zachodzi potrzeba powtórzenia wyborów.

"Podsycane podstępnie przez Leszka Millera i Jarosława Kaczyńskiego antypaństwowe nastroje spowodowały, że skrajnie prawicowe grupki dopuściły się ataku na siedzibę Państwowej Komisji Wyborczej, doprowadzając do paraliżu prac PKW i uniemożliwienia sporządzenia przez Komisję odpowiednich protokołów głosowania" - czytamy w zawiadomieniu złożonym dzisiaj w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście.


"Sfałszowane wybory" a "kampania smoleńska"

Janusz Palikot na konferencji prasowej kampanię związaną ze "sfałszowanymi wyborami" porównał do "kampanii smoleńskiej", prowadzonej wcześniej przez Prawo i Sprawiedliwość. - Próbuje się ludziom wmówić, że wybory zostały sfałszowane, tak samo jak próbowano przez miesiące i lata wmówić, że zabito Lecha Kaczyńskiego. Podejmujemy te działania dlatego, że podobnie jak wtedy, tak i dzisiaj władza jest bardzo pasywna - mówi lider Twojego Ruchu. Informacje o sfałszowanych wyborach nazywa mitem, który "próbuje się zbudować".

Palikot zwraca też uwagę na zapowiedziane na 13 grudnia "wyprowadzenie ludzi na ulicę". - Tutaj mamy do czynienia nie tylko z trwającym przez tydzień aktem anarchizowania, podstępem. Zapowiedziane są przez następne tygodnie działania pewnego ruchu społeczno-politycznego pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego, któremu niestety - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu - jakoś sekunduje czy wtóruje Leszek Miller. To tworzy sytuację naprawdę niebezpieczną - dodaje Palikot. 

Zobacz także