
"Jeden wielki chaos". Tego Donald Trump się nie spodziewał. Traci władzę na kilku frontach
4 czerwca 2026
Impas w wojnie z Iranem to tylko jeden z wielu problemów, z jakimi boryka się prezydent USA.
Nie minęły jeszcze dwa tygodnie, odkąd Donald Trump pochwalił się utworzeniem funduszu dla rzekomych ofiar amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Prezydent twierdził, że "zrezygnował z dużych pieniędzy", ponieważ zawarł ugodę w sporze sądowym z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości. "Zamiast tego pomagam innym, którzy zostali tak ciężko skrzywdzeni przez złośliwy, skorumpowany i wykorzystywany jako broń polityczna rząd Bidena, w końcu uzyskać SPRAWIEDLIWOŚĆ!" — oświadczył.
Podstawą tej umowy była zaskakująca procedura. Prezydent USA pozwał własny rząd, ponieważ w 2020 r. dokumenty podatkowe jego i jego rodziny trafiły do amerykańskich mediów. Jednak Trump zrezygnował z odszkodowania, a w zamian Departament Sprawiedliwości utworzył fundusz w wysokości 1,776 mln dol. (według aktualnego kursu 6,2 mln zł) dla rzekomych ofiar.
Liczba ta nie jest przypadkowa — to rok amerykańskiej niepodległości.
Jednak na początku tego tygodnia Biały Dom odrzucił plany Trumpa, nie komentując zbytnio tej sprawy. Opór w szeregach partii Trumpa stał się zbyt duży.
Po raz pierwszy czołowi republikanie w Kongresie USA otwarcie sprzeciwili się prezydentowi i zablokowali ważne dla jego rządu głosowania.
To właśnie Mike Pence, były wiceprezydent Trumpa i jego obecny polityczny arcywróg, przemówił w imieniu krytyków. "Uważam za głęboko oburzające, że mógłby istnieć fundusz, który potencjalnie byłby rekompensatą nawet dla osób, które 6 stycznia zaatakowały funkcjonariuszy policji lub zdewastowały Kapitol" — oświadczył Pence w weekend w amerykańskiej telewizji.
Trump musiał zdecydować, czy w sprawie funduszu pójdzie na konfrontację, czy też nada priorytet ważnym projektom ustawodawczym. Zdecydował się na to drugie. Jest to jeden z wielu przykładów, dlaczego pozory wszechmocy Trumpa ok. 16 miesięcy po objęciu urzędu zaczynają się chwiać.
Wojna w tle
Najbardziej oczywistym przykładem bezsilności Trumpa jest jego wojna z Iranem. W środę Izba Reprezentantów USA opowiedziała się przeciwko jej kontynuacji. Izba Kongresu, zdominowana przez Republikanów, przyjęła rezolucję ograniczającą prezydenckie uprawnienia wojenne stosunkiem głosów 215 do 208. Czterech republikanów głosowało wraz z demokratami za przyjęciem tej rezolucji.
Projekt wzywa Trumpa do wycofania wojsk amerykańskich z Iranu, o ile Kongres nie ogłosi oficjalnie wojny lub nie zatwierdzi operacji wojskowej. Głosowanie ma jednak charakter symboliczny: rezolucja musiałaby również przejść przez Senat, a do odrzucenia weta prezydenta potrzebna byłaby większość dwóch trzecich głosów w obu izbach.
Prezydent USA rozpoczął wojnę z Iranem 28 lutego, mając cztery główne cele: zniszczenie irańskich arsenałów rakietowych i zdolności produkcyjnych, wyeliminowanie irańskiej marynarki wojennej, zapobieżenie powstaniu bomby atomowej oraz wyeliminowanie wspieranych przez Teheran grup terrorystycznych w regionie.
Tymczasem Trump mówi o sukcesie, gdyby cieśnina Ormuz została ponownie otwarta po trwających pośrednich negocjacjach z Teheranem. Należy zauważyć, że cieśnina była otwarta przed rozpoczęciem jego wojny. Jednak nawet negocjacje utknęły w martwym punkcie, ponieważ Iran protestuje przeciwko działaniom Izraela wymierzonym w sprzymierzoną z nim milicję Hezbollahu w Libanie.
"Jeśli izraelski atak na Liban będzie trwał, nie tylko wstrzymamy proces negocjacyjny, ale staniemy bezpośrednio w obliczu wroga" — oświadczył przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf na X.
Izraelski kryzys
Izrael nie zamierza jednak zaprzestać ataków. Również Hezbollah nadal atakuje cele w Izraelu. — Nasze stanowisko nie uległo zmianie — powiedział w połowie tego tygodnia izraelski premier Binjamin Netanjahu.
Trump został poinformowany, że Izrael będzie nadal atakował cele w Bejrucie, jeśli Hezbollah nie zaprzestanie ataków rakietowych na Izrael. Jednak informacje, które wyciekły z burzliwej rozmowy telefonicznej między prezydentem USA a Netanjahu z początku tygodnia, trafiły na pierwsze strony gazet zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Izraelu. Według nich Trump stanowczo domagał się zakończenia walk w Libanie i ostro skrytykował działania izraelskiego premiera — podał zazwyczaj dobrze poinformowany amerykański serwis Axios.
Również sekretarz stanu USA Marco Rubio nie zdołał przekonać Kongresu podczas wtorkowego przesłuchania, że konflikt z Iranem wkrótce zakończy się rozwiązaniem. Rubio przyznał nawet, że nie ma gwarancji, czy w kwestii irańskiego programu jądrowego kiedykolwiek uda się osiągnąć akceptowalną umowę.
Rozmowy są trudne. To z kolei posłużyło Demokratom jako argument. Netanjahu "czekał na to od 40 lat", aby rozpocząć wojnę — oburzył się amerykański senator Chris Van Hollen. — Najwyraźniej w końcu znalazł prezydenta, który był na tyle głupi i lekkomyślny, by do niego dołączyć. Bądźmy szczerzy, panie sekretarzu: polityka zagraniczna Trumpa to obecnie jeden wielki chaos — stwierdził.
Problemy na miejscu
Do wyzwań w polityce zagranicznej dochodzą wyzwania w polityce wewnętrznej. Według nowego sondażu Gallupa 32 proc. obywateli USA boryka się z poważnymi problemami finansowymi.
System Rezerwy Federalnej, amerykański bank centralny, nie wykluczył podwyższenia stopy procentowej w połowie czerwca, jeśli inflacja utrzyma się na wysokim poziomie lub nawet wzrośnie. Co prawda gospodarka Stanów Zjednoczonych nadal odnotowuje wzrost, jednak koszty utrzymania są tak wysokie, że zaufanie konsumentów w USA spadło do rekordowo niskiego poziomu.
Na miesiąc przed 250. rocznicą powstania Stanów Zjednoczonych, przypadającą na 4 lipca, Trump musiał ponadto pogodzić się z dwiema porażkami politycznymi, które najwyraźniej tak go rozgniewały, że obszernie wypowiedział się na ten temat na swojej platformie Truth Social. Po pierwsze, sędzia federalny orzekł, że prezydent musi ponownie usunąć swoje imię z Kennedy Center w Waszyngtonie. Tylko Kongres USA ma prawo zmienić nazwę. Trump zareagował groźbą całkowitego wycofania się z zarządzania tą federalną instytucją kulturalną.
Republikanin ostro zareagował również na odmowę artystów, którzy mieli wystąpić podczas widowiska w Waszyngtonie z okazji 250. rocznicy powstania USA. Stwierdził, że "przesadnie drodzy muzycy" powinni zostać w domu. Prezydent rozważa zorganizowanie wiecu zamiast muzycznego festiwalu. Uważa, że on sam przyciąga "znacznie większe tłumy niż Elvis w swoich najlepszych czasach". I to nawet "bez gitary".
Czytaj także
Poniżej streszczenie artykułu:
- Donald Trump zmaga się z problemami zarówno na froncie politycznym, jak i zagranicznym, w tym z kontrowersyjnym funduszem dla ofiar amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.
- W Izbie Reprezentantów USA przyjęto rezolucję ograniczającą prezydenckie uprawnienia wojenne w kontekście konfliktu z Iranem, co podkreśla rosnący opór w szeregach Partii Republikańskiej.
- Konflikt z Iranem oraz izraelskie ataki na Hezbollah podważają autorytet Trumpa i komplikuje sytuację dyplomatyczną Stanów Zjednoczonych.
- Sondaż Gallupa wskazuje, że 32% Amerykanów boryka się z poważnymi problemami finansowymi, co wpływa na nastroje społeczne i gospodarcze.
- Trump doświadczył niepowodzeń, w tym musiał usunąć swoje imię z Kennedy Center, co zdenerwowało go na tyle, że zareagował na to w mediach społecznościowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz