Donald Trump pokazał, że może wszystko. Zakpił z zakazów, 15.06.2026



 Komentarz

  

Donald Trump pokazał, że może wszystko. Zakpił z zakazów

15 czerwca 2026

Autor Dariusz Kosiński
Dariusz KosińskiDziennikarz Przeglądu Sportowego Onet

Jeśli Donald Trump coś sobie wymyśli, nic go nie zatrzyma. Prezydenta USA nie interesowały jakiekolwiek zakazy, a on postanowił zakpić nawet z praw natury. Gala UFC zorganizowana na trawniku Białego Domu na zawsze zapisze się na kartach historii. A w ostatniej walce doszło do niemałego skandalu

Burze i fatalne warunki pogodowe, a do tego jeszcze zakaz organizowania prywatnych wydarzeń na trawniku Białego Domu? Donald Trump właśnie udowodnił, że nic sobie z tego nie robi. Ba, można śmiało stwierdzić, że prezydent Stanów Zjednoczonych tak naprawdę może wszystko.

Zacznijmy od tego, że taka gala UFC tak naprawdę nigdy nie miała prawa się odbyć. Szef organizacji, Dana White, jest gigantycznym przeciwnikiem wydarzeń na świeżym powietrzu, od lat nikt nie jest w stanie przekonać go nawet do gali na stadionie piłkarskim, ale szybko okazało się, że władza Donalda Trumpa sięga tam, gdzie inni nie dosięgają. A skąd taka niechęć White'a do tego typu wydarzeń? Chodzi o to, by uniknąć czynników, na które nie ma się żadnego wpływu.
"Powiedziałbym, że przy lekkim lub umiarkowanym deszczu, postaramy się kontynuować i zakończyć wydarzenie. Cokolwiek poza tym, czyli silny wiatr, czy burze? Musimy natychmiast przerwać imprezę, jeśli burza wystąpi w promieniu ośmiu mil od oktagonu" — mówił kilka dni przed galą UFC 250 Freedom Craig Borsari, producent wykonawczy UFC. A szanse nie tylko na opady, ale właśnie na burzę, były naprawdę duże.
Nie brakowało jednak głosów, że i z takim problemem prezydent USA jest w stanie sobie poradzić i przegoni chmury, jeśli będzie tylko chciał. Wszystko skończyło się jednak nieco inaczej.
Początek wydarzenia z powodu deszczu opóźnił się o godzinę, a i gdy wydawało się, że projekt zakończy się fiaskiem, warunki się poprawiły. Wtedy doszło do wielkiej, oficjalnej ceremonii rozpoczęcia. A na niej największą gwiazdą był rzecz jasna Donald Trump. Efektowne wyjście z gabinetu w Białym Domu, pokazanie się zaproszonym gościom, a potem odśpiewanie hymnu. Tego można się było spodziewać. Co ciekawe jednak... to byłoby na tyle z widowiska, w którym główną rolę odgrywał prezydent USA.
Wielu kibiców spodziewało się, że Donald Trump niemal co walkę będzie wchodził do oktagonu, że wszystko będzie kręcić się wokół niego, ale nie tak to wyglądało.
— To było najbardziej stonowane wystąpienie Trumpa na takim wydarzeniu w historii — mówili komentujący galę na antenie Polsatu Sport Andrzej Janisz i Łukasz "Juras" Jurkowski, i trzeba było się z nimi zgodzić.
Co prawda obchodzący 80. urodziny Trump był pokazywany po każdej walce, ale trudno, żeby było inaczej, skoro kolejni zwycięzcy podchodzili do niego, by uścisnąć mu dłoń i podziękować za wyjątkową szansę. A skąd te podziękowania? Panuje przekonanie, że to właśnie on był głównym odpowiedzialnym za ułożenie karty walk. A tę po prostu popsuł.
Podczas kolejnych starć mogliśmy się tylko zastanawiać, dlaczego w ogóle do nich doszło — każda z nich miała zdecydowanego faworyta, kończyła się naprawdę szybko, a mimo oczekiwań kibiców, na karcie walk zabrakło kilku największych w historii organizacji gwiazd, takich jak Jon Jones czy Conor McGregor.
A już starcie Josha Hokita było pokazem nieporadności i zakończyło się skandaliczną wypowiedzią o Michelle Obamie, byłej pierwszej damy USA. Trumpa uratowało tak naprawdę tylko jedno, ale i w tej kwestii można mu wiele zarzucić.
Nokaut na Alexie Pereirze? Taki przebieg starcia mistrzowskiego można było uznać co najmniej za niespodziewany. A to, co wydarzyło się w walce wieczoru, to była już absolutna sensacja. I kolejny skandal!
Ilia Topuria przetrwał trudne chwile, ale lekarz zauważył, że panujący mistrz w zasadzie nie widzi na prawe oko. Właśnie wtedy stwierdził, że ta walka powinna zostać przerwana, a sędzia — mimo tego, że miał obowiązek zastosować się do jego słów — pozwolił na kontynuację pojedynku. Na każdej innej gali do czegoś takiego nie miałoby prawa dojść, ale tym razem było inaczej. Skoro trwały urodziny Donalda Trumpa, to widowisko musiało trwać, niezależnie od panujących zasad.
Jak więc ocenić galę UFC zorganizowaną między innymi z okazji urodzin prezydenta USA? Czegoś takiego w historii sportu nie było i nie będzie. Zawodnicy wychodzący do oktagonu z gabinetów Białego Domu, orkiestra wygrywająca kolejne utwory i niepowtarzalny klimat — to coś, co kibice zapamiętają na długo. Problem w tym, że oczekiwali też niesamowitego widowiska sportowego, a tu — gdyby nie sensacje na koniec — mogłoby być różnie. No ale może właśnie taki był plan? Przecież nikomu nie chodziło o to, by przyćmić gwiazdę Donalda Trumpa.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Donald Trump zorganizował galę UFC na trawniku Białego Domu, ignorując zakazy i złe warunki pogodowe.
  • Ceremonia rozpoczęcia, w której uczestniczył Trump, była uświetniona przez odśpiewanie hymnu, jednak prezydent wystąpił w stonowanej roli.
  • Mimo oczekiwań dotyczących aktywnej obecności Trumpa, wydarzenie skupiło się głównie na walkach, które kończyły się szybko i bez udziału największych gwiazd.
  • Kontrowersje wywołało zachowanie sędziów, szczególnie podczas walki wieczoru, gdy mimo problemów zdrowotnych zawodnika, pozwolono na kontynuację.
  • Gala była unikalnym wydarzeniem w historii sportu, jednak nie spełniła oczekiwań kibiców co do emocjonującego widowiska.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz