Donald Trump zaprasza Karola Nawrockiego do Rady Pokoju. "Prezydent ma przed sobą potężny egzamin", 19.01.2026


Donald Trump zaprasza Karola Nawrockiego do Rady Pokoju. "Prezydent ma przed sobą potężny egzamin"

— Jeśli Karol Nawrocki przyjmie tę propozycję bez konsultacji z rządem, to byłoby to głęboko nieodpowiedzialne. Natomiast polski prezydent ma w związku z tym zaproszeniem przed sobą potężny egzamin i problem do rozwiązania — mówi w rozmowie z Onetem prof. Rafał Chwedoruk. Jak ustaliliśmy, Karol Nawrocki został zaproszony przez Donalda Trumpa do Rady Pokoju, która ma unormować sytuację w Strefie Gazy. Problem w tym, że do tego grona zaproszony został też Władimir Putin. Do tego, według nieoficjalnych informacji, "wpisowe" wynosi miliard dolarów.

19 stycznia 2026

W skrócie:

  • Prezydent Karol Nawrocki dostał od Donalda Trumpa propozycję wejścia do Rady Pokoju, która ma nadzorować sytuację na Bliskim Wschodzie. Onet potwierdził tę informację w dwóch niezależnych źródłach. Nasze ustalenia potwierdził także Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta
  • Takie samo zaproszenie prezydent USA wystosował m.in. do Władimira Putina
  • — Pewne jest, że przyjęcie bądź nieprzyjęcie propozycji Trumpa przez Karola Nawrockiego powinno być głęboko wynegocjowane z udziałem rządu, Europy i dyplomacji amerykańskiej — ocenia prof. Rafał Chwedoruk
  • — Już teraz, poczynając od nieformalnych kanałów, gorące linie powinny nabierać temperatury, a kontakt z MSZ powinien być natychmiastowy. Podobnie, konsultacje z kluczowymi dla Polski partnerami ekonomicznymi i politycznymi — dodaje

Jak traktować to zaproszenie?

— To mnie nie dziwi. Donald Trump poszukuje sojuszników w Europie, żeby przeciwdziałać głównym siłom integracji europejskiej. To muszą być politycy, którzy byliby zdolni przeciwstawić się obozowi skupionemu wokół, mówiąc ogólnie, przywódców związanych z Europejską Partią Ludową, głównej siły umiarkowanej prawicy. To stara idea republikanów, żeby torpedować europejską niezależność i dążenia do pogłębienia integracji — mówi Onetowi politolog prof. UW Rafał Chwedoruk.

— Aby się przeciwstawić Europie, której głównym atutem jest bardzo zamożny rynek konsumencki, Trump będzie wspierał partie i przywódców głównie prawicowych, często pozostających w kontrze do rządów. W Polsce będzie to Karol Nawrocki, PiS oraz w przyszłości, być może, Konfederacja — podkreśla.

— USA zależeć będzie na wzmacnianiu takich sojuszników, stąd zaproszenie dla Karola Nawrockiego nie dziwi. Natomiast polski prezydent ma w związku z tym zaproszeniem przed sobą potężny egzamin i problem do rozwiązania — mówi prof. Chwedoruk.

"To nie fotografia z politykami. Prezydent będzie musiał zająć stanowisko"

Prezydent RP Karol NawrockiLeszek Szymański / PAP
Prezydent RP Karol Nawrocki

— To pierwszy poważny test zewnętrzny dla zaplecza prezydenta. Tu nie chodzi o zwykłą fotografię, na przykład z którymś z amerykańskich polityków. Tu prezydent Nawrocki musiałby zająć stanowisko w kwestii sytuacji na Bliskim Wschodzie, a później być może innych konfliktów — wskazuje politolog.

— Nie możemy zapominać, że stosunek państw europejskich do konfliktu na Bliskim Wschodzie jest odmienny niż jednoznacznie proizraelskiej Ameryki. Europa natomiast musi liczyć się tak z licznymi społecznościami islamskimi na jej terenie, jak z sąsiedztwem również muzułmańskiej Turcji, lokalnie mocnego gracza — zaznacza ekspert.

"Gorące linie powinny nabierać temperatury"

— Pewne jest, że przyjęcie bądź nieprzyjęcie propozycji Trumpa przez Karola Nawrockiego powinno być głęboko wynegocjowane z udziałem rządu, Europy i dyplomacji amerykańskiej — mówi prof. Chwedoruk. — Są potężne "przeciw" dotyczące tej propozycji, po pierwsze zaproszenie do Rady Pokoju Putina. Tyle że nie zapominajmy, że tę jastrzębią politykę wobec Rosji wymusiły Stany Zjednoczone za rządów Joego Bidena, Niemcy i Francja nie były tak jednoznacznie gotowe do walki o niepodległość Ukrainy "do krwi ostatniej". I teraz Europa została sama z tą jastrzębią polityką — zaznacza.

— Są też powody "za" przyjęciem zaproszenia Trumpa. Choćby towarzystwo Indii i Brazylii, czyli graczy, z którymi Polska powinna zacieśniać kontakty — podkreśla.

— Pewne jest jedno. Jeśli prezydent przyjmie tę propozycję bez konsultacji z rządem, to byłoby to głęboko nieodpowiedzialne. Już teraz, poczynając od nieformalnych kanałów, gorące linie powinny nabierać temperatury, a kontakt z MSZ powinien być natychmiastowy. Podobnie, konsultacje z kluczowymi dla Polski partnerami ekonomicznymi i politycznymi — zaznacza politolog.

Miliard dolarów za członkostwo? Tyle podobno miał chcieć Trump. "Każdy sojusz ma swoją cenę"

Prezydent USA Donald TrumpAA/ABACA / PAP
Prezydent USA Donald Trump

Według nieoficjalnych informacji Bloomberga, Trump za trzyletni udział w Radzie Pokoju miał żądać "wpisowego" w wysokości miliarda dolarów. Biały Dom nie zdementował tych informacji, oświadczył jedynie w mediach społecznościowych, że "nie ma minimalnej opłaty członkowskiej".

— Cóż, oto realia amerykańskiej polityki, oczywiście zakładając, że ta informacja jest prawdziwa. Te pieniądze nie byłyby przecież wnoszone jako kwota wpłacana na konto. Stany Zjednoczone oczekiwałyby raczej, że kraj, którego lider został tak uhonorowany, godnie wesprze amerykańską gospodarkę kontraktami, które będą dla Ameryki wyjątkowo opłacalne, tudzież udziałem w inwestycjach — mówi prof. Chwedoruk.

— Weźmy, choćby, taką Arabię Saudyjską, mającą świetne kontakty z Trumpem. Otóż kraj ten masowo kupuje broń od Ameryki, choć, jak pokazała wojna w Jemenie, nie potrafi jej efektywnie wykorzystać. Ale cóż, każdy sojusz ma swoją cenę — podsumowuje prof. Chwedoruk.

CZYTAJ WIĘCEJ: Europa zdana na łaskę Putina? Te liczby mówią całą prawdę [WYKRESY]

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Donald Trump zaprosił Karola Nawrockiego do Rady Pokoju, mającej regulować sytuację w Strefie Gazy.
  • Wśród zaproszonych jest także Władimir Putin, a doniesienia mówią o "wpisowym" wynoszącym miliard dolarów.
  • Profesor Rafał Chwedoruk wskazuje, że przyjęcie propozycji powinno być skonsultowane z rządem i międzynarodowymi partnerami.
  • Decyzja Nawrockiego to istotny test, który wymaga zajęcia stanowiska w kwestiach międzynarodowych.
  • USA poszukują sojuszników w Europie, co może wpływać na polityczny krajobraz Polski.

Wróć do artykułu

Karol Nawrocki z zaproszeniem do Rady Pokoju

Prezydent Karol Nawrocki dostał od Donalda Trumpa propozycję wejścia do Rady Pokoju, która ma nadzorować sytuację na Bliskim Wschodzie. Onet potwierdził tę informację w dwóch niezależnych źródłach. Takie samo zaproszenie prezydent USA wystosował m.in. do Władimira Putina. W poniedziałek po południu informacje Onetu potwierdził oficjalnie prezydencki minister Marcin Przydacz.

Andrzej Stankiewicz 

19 stycznia 2026


Zaakceptowane przez Izrael oraz Hamas porozumienie pokojowe w Strefie Gazy zakłada powołanie międzynarodowego gremium, które będzie tymczasowo zarządzać zniszczonym na skutek wojny terytorium. Głównym organem, który ma zajmować się "budowaniem potencjału rządzenia, relacjami regionalnymi, odbudową, przyciąganiem inwestycji i mobilizacją kapitału" będzie Rada Pokoju, na której czele stanie prezydent USA Donald Trump.

Według agencji AFP zaproszenia do udziału w Radzie Pokoju miały zostać wysłane do blisko 60 krajów, w tym do przywódców Francji, Niemiec, Włoch, Węgier, Rumunii, Australii, Kanady, Komisji Europejskiej, Turcji oraz innych kluczowych państw Bliskiego Wschodu.

W niedzielę zaproszeniem pochwalił się w mediach społecznościowych premier Węgier Viktor Orban i jako pierwszy polityk wyraził chęć udziału w najnowszej inicjatywie prezydenta USA. W poniedziałek Kreml ujawnił, że prezydent Rosji Władimir Putin także jest na liście zaproszonych i rozważa swoje uczestnictwo w tym gremium. Z kolei premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer oświadczył, że "rozmawia z sojusznikami" na temat warunków przystąpienia do Rady Pokoju.

Nieoficjalnie: członkostwo w Radzie Pokoju ma drogie wpisowe

Według Bloomberga, amerykańska administracja przekazała państwom, które chcą uzyskać stałe miejsce w Radzie Pokoju w Strefie Gazy, że muszą wnieść wkład w wysokości "co najmniej miliarda dolarów" (ok. 3,64 mld zł) za trzyletnie członkostwo.

Biały Dom nie zdementował tej informacji. Oświadczył jedynie w mediach społecznościowych, że "nie ma minimalnej opłaty członkowskiej". Jednocześnie stwierdził, że oferta stałego członkostwa w Radzie Pokoju została skierowana do krajów partnerskich, które "wykazują głębokie zaangażowanie na rzecz pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu".

Jedna z osób zaznajomionych z planem stwierdziła w rozmowie z "Financial Times", że administracja USA postrzega Radę Pokoju jako "potencjalny substytut ONZ" i "rodzaj równoległego, nieoficjalnego organu zajmującego się konfliktami również poza Gazą". Według dziennika nowe gremium mogłoby przyglądać się także sytuacji w Ukrainie oraz Wenezueli.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Prezydent Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie od Donalda Trumpa do Rady Pokoju, która ma nadzorować sytuację na Bliskim Wschodzie.
  • Rada Pokoju, na czele której stanie Trump, ma zarządzać odbudową Strefy Gazy po konflikcie.
  • Zaproszenia do Rady Pokoju otrzymało około 60 krajów, w tym kluczowi liderzy z Europy i Bliskiego Wschodu.
  • Informacje sugerują, że państwa chcące uzyskać stałe członkostwo mogą być zobowiązane do wniesienia wkładu finansowego od 1 miliarda dolarów.
  • Rada Pokoju może mieć także wpływ na sytuację w innych krajach, takich jak Ukraina i Wenezuela.

Wróć do artykułu

Nawrocki i jego spece od wizerunku odrobili lekcję z politycznych trendów [OPINIA]

19 stycznia 2026

Prezydent Karol Nawrocki marzy o tym, by być jak Donald Trump. Oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji. Nie wiem, czy pamiętają Państwo, jak tuż po wyborach prezydenckich Nawrocki, niczym Trump, zaczął nosić czerwony krawat. Ma też czapkę z daszkiem, co prawda bez hasła "Make Poland great again", ale za to z biało-czerwoną flagą na przodzie.


Podobnie jak Trump i jego administracja Nawrocki z lubością atakuje Unię Europejską. Nie potrafił się powstrzymać nawet na spotkaniu z korpusem dyplomatycznym i wypalił, że Polska powinna stanąć na czele reformy UE, a Unię porównał do gasnącej gwiazdy. Nie powinno więc dziwić, że polski prezydent, podobnie jak jego amerykański wzór, chce mieć swoich rednecków, którzy pójdą za nim w ogień. Spotkanie z kibolami na Jasnej Górze i wylewne przywitanie z szefem kiboli Jagiellonii Białystok "Dragonem", skazanym na sześć lat więzienia za kierowanie gangiem, pobicia i propagowanie nazizmu, było — jak by powiedział prezes Kaczyński — oczywistą oczywistością. Z kim miał się wyściskać Nawrocki? Przecież nie z warszawskimi elitami, które wygwizdały go w teatrze.

"Jestem jednym z was!" — deklarował prezydent podczas spotkania z kibolami w sali rycerskiej jasnogórskiego sanktuarium. Zamiast się oburzać, warto przeanalizować sytuację od strony politycznej. Już samo powitanie, zaczerpnięte z wojskowego ceremoniału: "Czołem, panie prezydencie", podchwycone przez Nawrockiego, który odkrzyknął: "Czołem, kibice!", pokazuje, że środowisko kibolskie będzie armią głowy polskiego państwa. Nawrocki, podobnie jak Trump, nie chce być przedstawicielem elit. On elity kontestuje, wszak to nie one decydują dziś o tym, kto wygrywa wybory. Czasy, gdy elity dyktowały ludowi, co ma robić, a lud w swoich aspiracjach próbował doskoczyć do elit, minęły bezpowrotnie. Dziś to lud dyktuje polityczne trendy, a politycy stają na głowie, by się ludowi przypodobać. Stąd zwykła sportowa czapka i przydługi czerwony krawat u Trumpa tudzież komplementowanie kiboli przez Nawrockiego. Premier Donald Tusk też robi wiele, by nie drażnić ludu. Zarzeka się np., że polskich żołnierzy nie wyślemy ani do Ukrainy, ani na Grenlandię.

To oczywiste, że wychowany wśród zamożnych nowojorskich elit Trump nie jest taki jak głosujący na niego słabo wykształceni mężczyźni z prowincji ani Nawrocki nie jest taki jak kibole. Fakt, polski prezydent kiedyś był kibolem, miał nawet brać udział w ustawkach. Jednak od tego czasu upłynęło sporo wody w Wiśle. Nawrocki zrobił doktorat, został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, a później prezesem IPN. Dziś sam jest elitą elit, a od słabo wykształconych mężczyzn, którzy nie potrafią się odnaleźć w skomplikowanej, zglobalizowanej rzeczywistości, dzieli go wszystko. Bez nich jednak nie byłby prezydentem i nie zostanie nim na kolejną kadencję. Dlatego będzie grał rolę kibola, grając przy okazji na nosie elitom. Im więcej świętego oburzenia elit, tym bardziej w to graj prezydentowi.

Nawrocki i jego spece od wizerunku spod znaku Szefernakera odrobili lekcję z politycznych trendów. Owocem zmieniającej się rzeczywistości był już wybór Andrzeja Dudy na prezydenta. Duda, skądinąd syn profesorów z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, dwukrotnie wygrywał wybory nie z powodu swoich intelektualnych przymiotów. Wygrywał, bo w Polsce prowincjonalnej, która decyduje o tym, kto zostanie prezydentem, miał wizerunek wymarzonego zięcia. Także Aleksander Kwaśniewski był dwukrotnie wybrany na prezydenta, bo potrafił w kampanii zejść na poziom ludu — zatańczyć na festynie do muzyki disco polo.

Mam tylko nadzieję, że Karol Nawrocki nie zapatrzył się tak bardzo w Trumpa, że postanowi kopiować jego styl jeden do jednego. Ostatnio amerykański prezydent, odwiedzając zakłady Forda w Detroit, został nazwany przez jednego z pracowników "obrońcą pedofilów". Co na to Trump, dobry znajomy Jeffreya Epsteina? Otóż pokazał obywatelowi środkowy palec. Strach się bać, co zrobi teraz nasz prezydent.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Prezydent Karol Nawrocki nawiązuje do stylu Donalda Trumpa, m.in. przez czerwony krawat i czapkę z flagą.
  • Krytykuje Unię Europejską, porównując ją do gasnącej gwiazdy.
  • Spotkał się z kibolami i zyskał ich aprobatę, deklarując przynależność do ich środowiska.
  • W kontekście politycznym Nawrocki stara się zyskać poparcie ludności, dystansując się od elit.
  • Podobieństwo do Trumpa w strategii wyborczej, gdzie lud ma decydujący głos.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz