Kleofas Wieniawa – Jak unieszkodliwić Frankensteina, 20.01.2026
Między Europą a USA zapanowała Grenlandia.
Wyspa tkwi ciągle w tym samym miejscu mimo ruchów tektonicznych polityki między dwoma kontynentami, ale temperatura sporu jest wysoka, a nie minusowa, jaką zwykły wskazywać termometry w stolicy Grenlandii Nuuk.
Grenlandia do niedawna spokojnie sobie spoczywała na globie, na mapach, w wyobraźni podróżnych. Wyspa bardzo duża, pokryta lodem z niewielką liczbą ludności tubylczej, Inuitami, o populacji rzędu 50 tysięcy, dotkniętych podobnymi przypadłościami cywilizacyjnymi, jak Indianie w obydwu Amerykach, co podkreślają piszący o niej.
W czasie zimnej wojny nie wadziła nikomu, a przynajmniej nie znamy znaczących incydentów ze strony sowieckiej Rosji, bo wówczas był to jedyny wróg demokracji Zachodu.
Ale z wrogami jest tak, że jedni znikają w czeluściach historii, a inni się rodzą, zgłaszają chęci dewastowania, zagrabiania. Wróg zawsze zgłasza pretensje do naszej własności, wróg chce się wzbogacić naszym dobrem, a nas zubożyć. Ta relacja my-wróg jest uniwersalna, jak historia ludzkości długa i szeroka, o tym też traktuje antropologia.
Piszę „my” Grenlandia, bo wyspa należy do Zachodu, a konkretnie do Danii, a my jesteśmy od jakiegoś czasu w kręgu tej cywilizacji demokratycznej.
Wydawałoby się, że wrogów mamy zdefiniowanych, zaś w naszym obszarze cywilizacji demokracji zapanował koniec historii, politologicznie opisany przez Amerykanina Francisa Fukuyamę, ale ten nie przewidział, że na sąsiedniej posesji w laboratorium MAGA zrodzi się wróg wewnętrzny, monstrum doktora Frankensteina, Donald Trump.
Figury literackie i to z literatury gatunkowej mają to do siebie, że są wytworem wyobraźni artysty, ale niektóre z nich przybierają formy realne. Tak jest z Trumpem, który ma proweniencję kultury masowej, popularnej, w polityce – populistycznej.
Dotychczasowa ostoja demokracji zrodziła potwora. Chciałoby się zakrzyknąć: nie do wiary! Przecież USA bieżyła na pomoc, gdy demokracja była w tarapatach, gdy inni wydawali swojego potwora, jak Niemcy Hitlera.
Posługuję się figurami kulturowymi, a nie narzędziami politologicznymi, bo Trump jest zrodzony z populistycznych anomalii. On już zdemolował co niemiara u siebie w USA, ale też powiał zepsutą atmosferą grozy (ponoć potworom z gęby śmierdzi) w Europie. Zdaje się, że to początek.
Co dalej? Musimy się ogarnąć, Monstrum ma swoje słabe punkty – znamy to przecież z kultury masowej – musimy w nie uderzyć, unieszkodliwić Frankensteina. Co? Nie jesteśmy bohaterami literackimi? Ależ jesteśmy! To my wyhodowaliśmy potwora i dzisiaj karmimy go naszym strachem.
Europa – nie tylko Dania – szerzej: cywilizacja zachodnia musi dać odpór, stanąć na straży Grenlandii i ugodzić Frankensteina w wątrobę, czy inną jego słabość, wcale nie musi monstrum zdechnąć od naszych ciosów, zostanie osłabiony, a dokończą dzieła laboranci MAGA, którzy bezpośrednio odpowiadają za niego, wypuścili ten postrach na świat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz