Kulisy odejścia Janusza Kowalskiego z PiS. W tle afera Zondacrypto i wewnętrzne walki w partii, 01.05.2026



 

Kulisy odejścia Janusza Kowalskiego z PiS. W tle afera Zondacrypto i wewnętrzne walki w partii

— Z partii można odejść z klasą albo bez — tak rezygnację Janusza Kowalskiego komentuje poseł PiS Tomasz Zieliński. Sam Kowalski przekonuje, że decyzja o opuszczeniu ugrupowania była efektem przegranej walki z "lokalnymi układami" w strukturach PiS na Lubelszczyźnie. W tle sprawy pojawiają się wątek Autodromu Biłgoraj, którym interesuje się Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), a także informacje o finansowych związkach polityka z aferą Zondacrypto.

1 maja 2026

"Janusz Kowalski zdecydowanie lepiej odnajdzie się gdzie indziej niż w PiS. Wielu osobom w partii i jej sympatykom spadł z serca kamień" — taki wpis pojawił się w czwartek po południu na oficjalnym koncie posła PiS Tomasza Zielińskiego, szefa okręgu nr 7. Post szybko został usunięty.

Usunięty wpis posła Tomasza ZielińskiegoFacebook/Tomasz Zieliński Poseł na Sejm RP
Usunięty wpis posła Tomasza Zielińskiego

Poseł PiS ostro o Janusz Kowalskim: bardzo źle odchodzi

Onet potwierdził, że taki post pojawił się w mediach społecznościowych posła Tomasza Zielińskiego, który jednocześnie jest szefem okręgu nr 7. To właśnie tam w ostatnich miesiącach aktywnie działał Janusz Kowalski. Zieliński tłumaczy, że to on nie był autorem wpisu.

— To asystent zamieścił go bez mojej wiedzy. Jako szef okręgu uważam, że to nie było w moim stylu. I został usunięty — przyznaje w rozmowie z Onetem Tomasz Zieliński.

Mimo wszystko na nasze pytanie, czy cieszy się z odejścia Janusza Kowalskiego z PiS, Tomasz Zieliński odpowiada: — Bardzo źle odchodzi. Można odejść z klasą albo bez klasy. Widocznie nie rozumiał tego okręgu. Można odejść normalnie albo pokazując swój charakter.

Janusz Kowalski odchodzi z PiS. W tle afera Zondacrypto

W czwartek wyszło na jaw, że Janusz Kowalski zdecydował się na odejście z klubu parlamentarnego PiS. Rezygnację z członkostwa w klubie, która jednocześnie oznacza odejście z partii, złożył w środę rano. Poseł rozmawiał o tym z wiceprezesami partii — Mariuszem Błaszczakiem i Przemysławem Czarnkiem.

— Zostałem poproszony przez Mariusza Błaszczaka, żeby uczynić to po wniosku, który miał być następnego dnia przedstawiany przeze mnie w sprawie [odwołania — red.] Pauliny Henning-Kloski i po dwóch moich projektach ustaw, które były po bloku głosowań. Wtedy klub poinformował, że moja rezygnacja została przyjęta — opisuje swoje odejście Janusz Kowalski w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych.

Informując o odejściu, polityk nie podał powodu swojej decyzji. Według informacji Onetu poseł został jednak zmuszony do odejścia przez władze partii, a powodem były jego związki finansowe z Zondacrypto.

Do tych samych ustaleń doszli dziennikarze Wirtualnej Polski Szymon Jadczak i Karolina Lasota, którzy również opisali, że rezygnacja Janusza Kowalskiego z członkostwa w klubie PiS ma związek z aferą Zondacrypto. Pracownicy giełdy kryptowalut przyznali w rozmowie z WP, że poseł co najmniej cztery razy odwiedzał lokale w Katowicach związane z szefem firmy Przemysławem Kralem. Podczas tych spotkań miały być włączane zagłuszarki, a dane o wizytach trafiły na estońskie serwery firmy.

W reakcji na artykuł Janusz Kowalski zapowiedział pozwanie dziennikarzy WP. "To nie jest żadne dziennikarstwo, ale brudna kłamliwa kampania. Nawet dziś zapraszam z wykrywaczem kłamstw. Za kłamstwa odpowiecie w sądzie" — napisał na portalu X Janusz Kowalski.

Poseł przegrał z lokalnymi układami?

We wspomnianym nagraniu Janusz Kowalski przekonuje, że prawdziwy powód jego odejścia jest inny.

— Wszystko ma swoje granice. Wiele miesięcy temu poinformowałem władze partii, jeżeli mam bardzo mocno angażować się na Lubelszczyźnie, w okręgu nr 7, że można zbudować silne Prawo i Sprawiedliwość, można odzyskać zaufanie wyborców, ale nie można tolerować tego, co doprowadziło do naszej klęski w 2023 r. — mówi Janusz Kowalski w nagraniu, które zamieścił w swoich mediach społecznościowych.

Po czym dodaje: — Nie można tolerować układów lokalnych, które ludzie widzą. Jeżeli w Biłgoraju mieszkańcy widzą, że politycy PiS zapisują do partii ludzi Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują sobie rady nadzorcze i spółki, zamiast zajmować się szpitalem, zajmują się sprawami Autodromu, który jest wielkim znakiem zapytania w kontekście aferalnym, to przepraszam uprzejmie, ja wysiadam.

Jak ujawniliśmy w Onecie, przebudowany za ponad 32 mln zł tor wyścigowy Autodrom Biłgoraj stał się ogromnym problemem dla rządzących powiatem samorządowców z PiS. Inwestycję prowadził Ireneusz Bulicz, pełnomocnik zarządu powiatu biłgorajskiego i radny PiS w Biłgoraju, a już po oddaniu toru przetarg na wynajem gokartów wygrała spółka prowadzona przez jego żonę, Dominikę Bulicz.

Firma, choć nie miała żadnego doświadczenia w branży i powstała kilka miesięcy przed rozstrzygnięciem przetargu, otrzymała od Biłgorajskiej Agencji Rozwoju Regionalnego 250 tys. zł częściowo umarzalnej pożyczki na rozwój działalności. W radzie nadzorczej BARR zasiada m.in. Michał Mulawa, były wicemarszałek woj. lubelskiego.

Sprawę bada CBA, które dalej prowadzi czynności analityczno-informacyjne. W miedzyczasie Ireneusz Bulicz został zawieszony w obowiązkach, a starosta zawnioskował o jego zwolnienie ze starostwa powiatowego.

Jednak Janusz Kowalski uważał, że odpowiedzialność powinien ponieść starostwa biłgorajski Andrzej Szarlip z PiS, który jest uważany za człowieka Michała Mulawy.

— Jestem przekonany, że starosta Andrzej Szarlip, który w żaden sposób nie zareagował na tę sytuację, powinien podać się do dymisji. Taka jest moja rekomendacja. Bardzo dobrze oceniam zarząd powiatu, ale PiS powinno wskazać nowego starostę. Sprawy nie wolno zamiatać pod dywan, tak jak w innych przypadkach robi to PO — mówił nam poseł PiS.

Kowalski przegrał tę walkę. Starosta nie tylko utrzymał stanowisko, ale w specjalnym nagraniu wsparcia udzielił mu sam Przemysław Czarnek. — Sprawa Autodromu jest wyjaśniona przez wszystkie możliwe służby do spodu i dopilnujemy, aby była wyjaśniona. Natomiast nie może to mieć nic wspólnego z próbą obalenia zarządu prawicowego przez niektórych członków szeroko pojętej prawicy — apelował Czarnek.

Poseł Tomasz Zieliński: chciałem rozmawiać, a mnie powyzywał

Tomasz Zieliński w 100 proc. nie zgadza się z diagnozą stawianą przez jego byłego już partyjnego kolegę. Uważa, że Kowalski nieuczciwie oceniał pracę działaczy w tzw. okręgu chełmskim.

— Zwróciłem mu uwagę, że jak się pojawia w nowym okręgu, to trzeba najpierw porozmawiać i dowiedzieć się, jak to jest. To on mnie powyzywał, nie będę tego powtarzał, panie redaktorze. Nawet swojego biura nie otworzył przez te kilka miesięcy. Wynajął tylko lokal w Zamościu i z tego co wiem, nie było tam pracownika. Prosił kilka osób, aby prowadziły dyżury, ale to biuro było zamknięte — tłumaczy szef okręgu nr 7.

I dodaje: — Każdy teren ma swoje uwarunkowania. Jak się przychodzi z Opola na Lubelszczyznę, to warunki są naprawdę inne. Mówienie o tym, że ponieśliśmy klęskę w 2023 r. jest nieuczciwe. Nasz okręg pokazał w wyborach prezydenckich, że jesteśmy najlepsi w Polsce. Zebraliśmy prawie 70 tys. podpisów pod kandydaturą Karola Nawrockiego. Nikt tyle nie zebrał.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Janusz Kowalski ogłosił odejście z klubu PiS, co jest związane z jego konfliktami w lokalnych strukturach partii w Lubelszczyźnie.
  • Jego rezygnacja może być powiązana z aferą Zondacrypto oraz finansowymi związkami z tą sprawą.
  • Tomasz Zieliński, poseł PiS, zauważył, że Kowalski nie odszedł z klasą, podkreślając, że mógł rozwiązać sprawy z większym taktem.
  • Kowalski twierdzi, że jego odejście wynika z nieakceptowania lokalnych układów w partii, które przyczyniły się do porażki PiS w wyborach.
  • W tle nagłaśniane są kontrowersje związane z inwestycją w Autodrom Biłgoraj, co stało się przedmiotem zainteresowania CBA.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz