Nawrocki właśnie odniósł moralne zwycięstwo, czyli przegrał. Polska wraz z nim. Nawrocki sięgnął po symbol. Echo tej decyzji może być znacznie głośniejsze, 20.06.2026
Komentarz
Witold Jurasz: Karol Nawrocki właśnie odniósł moralne zwycięstwo, czyli przegrał. Polska wraz z nim
Uważany za jednego z najwybitniejszych dyplomatów w historii Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord, który służył kolejno rewolucyjnym władzom Francji, Napoleonowi, a następnie Burbonom, zasłynął powiedzeniem: "To gorzej niż zbrodnia, to błąd". W słowach tych zawarta jest istota dyplomacji, która ma jedną i tylko jedną miarę. Jest nią skuteczność.
Sprowadzając owe szanse do zera, prezydent Nawrocki, zamiast uprawiać dyplomację, uprawia antydyplomację.
Można oczywiście powiedzieć, że strona ukraińska miała dostatecznie dużo czasu, żeby zmienić swoją decyzję. Problem polega na tym, że powiedzieć tak może tylko ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o dyplomacji.
Co powinien zrobić Karol Nawrocki
Dyplomacja nie polega bowiem na tym, że zmusza się partnera do czegoś i to jeszcze na oczach całego świata, tylko na tym, że doprowadza się do sytuacji, w której, wywierając czasem nawet brutalną (ale zawsze dyskretną) presję, tworzy się okoliczności, w których partner może udawać, że podjął pożądaną przez nas decyzję z własnej, nieprzymuszonej woli.
Prezydent Nawrocki, publicznie grożąc Zełenskiemu odebraniem Orderu Orła Białego, zrobił coś dokładnie przeciwnego.
Gdy już to zrobił, powinien czekać, by dać czas dyplomacji. Jej świętą zasadą jest bowiem to, że nikt nie może w niej tracić twarzy. Oczekiwanie, że Zełenski wycofa się ze swojej decyzji w ciągu kilkunastu dni po publicznie wyrażonej groźbie odebrania Orderu Orła Białego, było — dyplomatycznie rzecz ujmując — niezbyt mądre. To kolejny dowód tego, że prezydent i jego doradcy uprawiają antydyplomację.
Co więcej, powstaje zasadnicze pytanie, czy ma to jeszcze jakikolwiek sens. Nawet jeśli premier zablokowałby tę decyzję, to prezydent RP już prezydentowi Ukrainy siarczysty policzek publicznie wymierzył.
Można oczywiście powiedzieć, że Zełenski nazywając jednostkę armii ukraińskiej nazwą organizacji, która dopuściła się ludobójstwa na Polakach, wymierzył z kolei siarczysty policzek Polakom. To prawda. Tyle że odpowiedzią na antydyplomację może być antydyplomacja, ale tylko wtedy, gdy chcemy się z kimś pokłócić, a nie porozumieć. Biorąc pod uwagę oczywisty rosyjski kontekst, należało uprawiać dyplomację. Prezydent najwyraźniej tak jednak nie uważa.
Dwa możliwe motywy decyzji Karola Nawrockiego
Kwestią, która wymaga wyjaśnienia, jest to, jakie racje kierowały prezydentem. Istnieją dwa wytłumaczenia. Pierwsze podpowiadałoby, że jest to przejaw zjawiska, które, choć jeszcze nie dominuje, jest już wyraźnie wyczuwalne.
Oto bowiem najpierw Donald Trump, a teraz także rosnące zastępy jego polskich akolitów zaczynają przestawiać przysłowiową ukraińską wajchę z "tak" na "nie", a równocześnie białoruską z "nie" na "tak".
Przestawienie tej ostatniej — rosyjskiej — z "nie" na "tak" będzie już tylko logicznym zwieńczeniem opisanego wyżej procesu. Niestety, jak wynika z informacji Onetu z Pałacu Prezydenckiego, wśród ludzi, którzy regularnie doradzają, jeśli nie wprost prezydentowi, to już na pewno szefowi Biura Polityki Międzynarodowej Marcinowi Przydaczowi, coraz więcej jest tych, którzy są zaskakująco wyrozumiali wobec Białorusi i coraz to bardziej niechętni Ukrainie.
Albert Zawada / PAP
Marcin Przydacz
Cieszy to na pewno Aleksandra Łukaszenkę, ale też Władimira Putina. Kto wie, czy najistotniejsze dla prezydenta nie jest jednak to, że cieszy to również Donalda Trumpa. Tyle tylko, że taki kierunek polityki, będący — dodajmy — zerwaniem z całym dziedzictwem zarówno Lecha Kaczyńskiego, jak i Andrzeja Dudy, byłby niezgodny z polską racją stanu.
Jest oczywiście także druga opcja. Być może w całej sprawie nie chodzi o żadną wielką politykę. Być może po prostu prezydent Karol Nawrocki rozumie dyplomację nie jako żmudne i czasem niewdzięczne załatwianie spraw, ale jako dawanie świadectwa.
Tyle że oznaczałoby to, iż po bez mała 40 latach, w czasie których Polska, niezależnie od wszystkich problemów i niedociągnięć, zmierzała ku nowoczesności rozumianej jako świat, w którym zwycięstwa są zwycięstwami, a przegrane — przegranymi, wraca właśnie do epoki polskich moralnych zwycięstw.
Moralne zwycięstwo to, dodajmy, niezwykle oryginalny polski wkład w historię światowej dyplomacji.
PAP/Marcin Obara
Karol Nawrocki
Światowa dyplomacja albo przynajmniej dyplomacja uprawiana przez poważne państwa to sztuka, w której sukces jest sukcesem, a porażki nikt sobie nie lukruje opowieściami, że może i nic mu nie wyszło, ale miał rację. Moralne zwycięstwo, dawanie świadectw i na końcu Gloria victis, czyli Chwała zwyciężonym, to coś, czym pocieszają się narody, które, czy to z racji swojej głupoty, czy też z uwagi na głupotę swoich przywódców, po prostu wygrywać nie potrafią. Moralne zwycięstwa to domena narodów drugiej ligi.
Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie państwowe. Bezprecedensowa decyzja wywołała burzę po obu stronach granicy i postawiła pytanie, czy historyczny spór o UPA zaczyna właśnie podważać jeden z najważniejszych sojuszy w Europie.
Decyzja została ogłoszona późnym wieczorem w piątek, zaledwie kilka dni przed spodziewaną wizytą Zełenskiego w Polsce. W praktyce oznacza ona poważne obciążenie dla jednego z najważniejszych sojuszy w Europie, który odgrywa kluczową rolę w kontekście wojny z Rosją.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha skrytykował ruch Nawrockiego, nazywając go "strategicznym błędem", z którego — jak stwierdził — "korzyści czerpie wyłącznie Moskwa".
Jeśli celem było wysłanie politycznego sygnału, trudno wyobrazić sobie mocniejszy. Problem w tym, że w Kijowie i Warszawie coraz częściej słychać historię, a coraz rzadziej wspólny front przeciwko Rosji.
Od 2022 r. Polska należy do grona najbardziej zdecydowanych sojuszników Kijowa w walce ze wspólnym głównym przeciwnikiem — Rosją. Relacje między oboma państwami od dawna pozostają jednak skomplikowane z historycznego punktu widzenia. W Polsce środowiska narodowo-konserwatywne wielokrotnie wykorzystywały politycznie napięcia związane z migracją, a także kładły szczególny nacisk na temat mordów dokonanych przez Ukraińców na Polakach podczas II wojny światowej.
Bezpośrednią przyczyną obecnego konfliktu była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy nawiązującej do Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). W Polsce każda wzmianka o UPA przywołuje bolesne wspomnienia.
Późnym wieczorem w piątek Nawrocki zdecydował się na bezprecedensowy krok i odebrał Zełenskiemu najwyższe polskie odznaczenie państwowe, które zostało mu przyznane w 2023 r.
Wojciech Olkuśnik / East News
Karol Nawrocki i Wołodymyr Zełenski
Prezydent podkreślił, że jego decyzja nie oznacza zmiany strategicznego kursu Polski wobec wojny na Ukrainie. Jednocześnie zaznaczył, że Polacy nie mogą "zdradzić ofiary swoich przodków poprzez milczenie".
Odnosząc się do cywilnych ofiar rzezi wołyńskiej, Nawrocki stwierdził, że "nadanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwy upamiętniającej zbrodniarzy z UPA ma znaczenie wykraczające daleko poza wewnętrzne sprawy Ukrainy".
Polskie oburzenie
W ubiegłym miesiącu Zełenski wydał dekret nadający jednej ze specjalnych jednostek operacyjnych nazwę "Bohaterowie UPA", argumentując, że chce w ten sposób uhonorować jej sukcesy na froncie w walce z rosyjskimi wojskami. Dla wielu Ukraińców UPA pozostaje symbolem odwagi i walki zarówno przeciwko nazistom, jak i Sowietom w nieudanej próbie wywalczenia niepodległego państwa ukraińskiego.
Dekret natychmiast wywołał falę krytyki praktycznie na całej polskiej scenie politycznej.
Badanie przeprowadzone na początku miesiąca przez pracownię SW Research wykazało, że 51,9 proc. respondentów zadeklarowało pogorszenie swojej opinii o Ukrainie i Wołodymyrze Zełenskim po decyzji ukraińskiego prezydenta.
Politycy zarówno z Ukrainy, jak i z Polski próbowali zapobiec przekształceniu sporu w pełnowymiarowy konflikt dyplomatyczny. Andrij Sybiha podkreślił, że Ukraina współpracuje z Polską przy łagodzeniu historycznych napięć poprzez ekshumacje ofiar UPA i zapewnienie im godnego pochówku. Zaznaczył również, że decyzja o nadaniu nazwy jednostce wojskowej nie była podyktowana żadnymi antypolskimi motywami.
W czwartek w Brukseli Zełenski spotkał się z premierem Donaldem Tuskiem który stara się nie dopuścić do tego, aby historyczne spory negatywnie wpływały na szerszą współpracę strategiczną.
Paweł Supernak / PAP
Donald Tusk i Wołodymyr Zełenski
Podczas spotkania nie poruszono bezpośrednio kwestii UPA, jednak ukraiński prezydent podkreślił znaczenie relacji z Polską.
Jestem wdzięczny Polsce za wsparcie Ukrainy od pierwszych dni rosyjskiej inwazji. To ma ogromne znaczenie zarówno dla naszego regionu, jak i dla całej Europy
— powiedział.
Najwyższe odznaczenie, największy konflikt
Przywódca Ukrainy otrzymał Order Orła Białego z rąk ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy podczas uroczystości w 2023 r. Odznaczenie przyznano mu za wkład w umacnianie relacji polsko-ukraińskich oraz za obronę własnego kraju po rosyjskiej agresji.
Polskie prawo przewiduje możliwość odebrania odznaczenia państwowego, jeśli "odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny orderu lub odznaczenia".
Historia Orderu Orła Białego sięga 1705 r. Wśród jego kawalerów znaleźli się m.in. Lech Wałęsa, papież Jan Paweł II, ale także były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, bliski przyjaciel Władimira Putina. Odznaczenie posiadał również włoski dyktator Benito Mussolini.
Do piątku order nigdy wcześniej nie został nikomu odebrany na stałe.
"Dlaczego w tym rządzie są Ukraińcy obrażający Polaków?"
Spór dotyczący masowych mordów dokonywanych przez UPA podczas wojny — a także odwetowych działań prowadzonych na mniejszą skalę przez polskie oddziały — nie jest niczym nowym.
Od momentu uzyskania przez Ukrainę niepodległości w 1991 r. kwestia tych wydarzeń regularnie ciąży na relacjach polsko-ukraińskich. Napięcia co jakiś czas powracają przy okazji sporów o miejsca pamięci, ekshumacje czy sposób, w jaki Ukraina ocenia i upamiętnia dziedzictwo UPA.
Vladyslav Musiienko / PAP
Pogrzeb ekshumowanych szczątków polskich ofiar zbrodni wołyńskiej na terenie dawnej wsi Puźniki, 6 września 2025 r.
Przez ostatni miesiąc w Polsce trwała gorąca debata po tym, jak Nawrocki zapowiedział, że rozważa odebranie Zełenskiemu odznaczenia.
Na początku miesiąca wiceminister nauki Andrzej Szeptycki, którego rodzina od stuleci łączy polskie i ukraińskie korzenie, spotkał się z ostrą krytyką po stwierdzeniu, że na Ukrainie UPA jest postrzegana inaczej niż w Polsce.
Niezależnie od tego, co mówi się o rzezi wołyńskiej, była to formacja walcząca o niepodległość Ukrainy
— powiedział Szeptycki w wywiadzie radiowym. Porównał przy tym UPA do polskiego podziemia antykomunistycznego działającego po zakończeniu II wojny światowej.
Słowa te wywołały gwałtowną reakcję części polityków.
Dlaczego w tym rządzie są Ukraińcy obrażający Polaków?
— pytał Przemysław Czarnek, domagając się dymisji Szeptyckiego za "zdradę narodową".
Jacek Sasin, stwierdził, że jako przedstawiciel polskiego rządu Szeptycki powinien reprezentować "polski punkt widzenia i polski interes narodowy".
Mimo tych nacisków Szeptycki nie został odwołany.
Marcin Obara / PAP
Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Andrzej Szeptycki
Donald Tusk ostrzegł natomiast przed wypowiedziami, które "zachęcają coraz większe grupy ludzi do szerzenia ksenofobii, pogardy wobec osób o innych poglądach oraz wobec tych, których pochodzenie nie mieści się w wyobrażeniu o rzekomo czystej polskości".
Premier stwierdził również, że pogłębiający się konflikt z Kijowem może osłabić jedność polsko-ukraińską i ostatecznie przynieść korzyści Rosji.
Na początku miesiąca Tusk apelował do Nawrockiego i Zełenskiego o bezpośrednie spotkanie i rozwiązanie spornych kwestii. Ostrzegał wówczas: "Konflikt służy interesom Moskwy. To powinno być dla nas wszystkich oczywiste".
Spór zatacza coraz szersze kręgi
Pogłębiające się napięcia między Warszawą a Kijowem odzwierciedlają również szersze problemy związane z obecnością setek tysięcy ukraińskich uchodźców, którzy osiedlili się w Polsce. Choć odgrywają oni ważną rolę w polskiej gospodarce, coraz częściej stają się celem ataków ze strony środowisk antyimigracyjnych i ugrupowań prawicowych.
Rząd Donalda Tuska rozpoczął także stopniowe wygaszanie części specjalnych rozwiązań pomocowych wprowadzonych po wybuchu wojny. Ograniczany jest między innymi dostęp do niektórych świadczeń socjalnych, opieki zdrowotnej oraz form zakwaterowania.
Zarówno prezydent, jak i rząd sygnalizują, że nierozwiązane spory historyczne pozostają jedną z głównych przeszkód w relacjach z Ukrainą. Są one traktowane jako problem równie istotny jak współczesne kwestie dotyczące rolnictwa, transportu drogowego czy innych obszarów, zwłaszcza w kontekście obaw Polski związanych z przyszłym członkostwem Ukrainy w Unii Europejskiej.
Kijów stara się jednak nie dopuścić do tego, by spór zatruł relacje z jednym z najważniejszych sojuszników.
Wymiar historyczny nie powinien być przedmiotem bieżącej polityki. Bardzo chcielibyśmy, aby pozostał tam, gdzie jego miejsce — w obszarze badań historycznych i pracy historyków
— powiedział 10 czerwca podczas konferencji prasowej rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychyj.
Poniżej streszczenie artykułu:
Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, co wywołało kontrowersje w Polsce i Ukrainie.
Decyzja związana jest z historycznym sporem o Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), która budzi negatywne emocje w Polsce.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy skrytykował ten krok, uznając go za strategiczny błąd, korzystny dla Rosji.
W Polsce rośnie krytyka wobec Ukrainy, w szczególności po decyzji Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej nazwy związanej z UPA.
Napięcia te mogą osłabić sojusz Polski i Ukrainy w kontekście rosyjskiej agresji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz