"Stan Wyjątkowy". Kaczyński grozi Morawieckiemu. Klęska Orbana uderza w PiS. Ziobro znów musi uciekać, 19.04.2026



 

"Stan Wyjątkowy". Kaczyński grozi Morawieckiemu. Klęska Orbana uderza w PiS. Ziobro znów musi uciekać

19 kwietnia 2026

Coś w PiS pękło, coś się skończyło. Rejestracja przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego własnego stowarzyszenia została uznana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za wrogie, pasożytnicze działanie, obliczone na rozbicie partii. Czy prezes sam doszedł do tego wniosku, czy też zasuflowali mu go niechętni Morawieckiemu partyjni konkurenci skupieni we frakcji "maślarzy" — to w sumie bez znaczenia. Kluczowe jest to, że Kaczyński właśnie wszedł w tryb anihilacji — czyli zrobi wszystko, aby zniszczyć organizację Morawieckiego, przekupić lub zastraszyć jej członków, a jego samego rzucić na kolana, by z pokorą ucałował prezesowski sygnet.

Takich słów Kaczyński nie używa publicznie wobec polityków ze swej własnej partii: pasożytnictwo, stwarzanie przesłanek do rozłamu, działanie na szkodę Polski. A tak dziś prezes PiS mówi o Morawieckim — urzędującym wiceprezesie PiS, wieloletnim premierze, szefie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, prawicowej międzynarodówki, w ramach której działa PiS. Na naszych oczach kończy się inwestycja Kaczyńskiego w Morawieckiego, rozpoczęta gdzieś około roku 2013 r. gdy był on jeszcze doradcą Donalda Tuska i został przeciągnięty do PiS obietnicą błyskotliwej kariery. I dopóki karierę robił — a sześć lat na stołku premiera to wynik rekordowy — to był lojalny. A kiedy stracił szansę na dalszą karierę — czyli gdy Kaczyński wskazał jako kandydata PiS na prezydenta Karola Nawrockiego, a jako kandydata na premiera Przemysława Czarnka — to nadszedł lojalności kres.

Tak narastał konflikt, który może doprowadzić do rozłamu w PiS

Ten tydzień był pod tym względem przełomowy. Twórcy "Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek dzień po dniu, godzina po godzinie analizują, jak narastał konflikt, który może doprowadzić do pierwszego od 15 lat rozłamu w PiS. Wchodzimy za kulisy i nieoficjalnie rozmawiamy z aktorami tego spektaklu. Powiemy tak: nie pamiętamy takiej nienawiści między politykami PiS, a pamięć mamy dobrą.

Preludium do wydarzeń mijającego tygodnia była nieoficjalna zapowiedź Morawieckiego, że stworzy stowarzyszenie, skupiające polityków PiS z własnej frakcji. Taką informację podawaliśmy w "Stanie Wyjątkowym" już kilka tygodni temu.

Od utraty władzy politykom z frakcji Morawieckiego zdarza się głosować i wypowiadać wbrew linii partii. Stawiani są za to przed partyjną komisją etyki i zawieszani w prawach członków PiS.

Stowarzyszenie było następnym sygnałem wskazującym na to, że Morawiecki oddala się od PiS po tym, jak Kaczyński postawił na prawicowy radykalizm.

Kiedy Kaczyński się dowiedział, że Morawiecki chce skupić swych posłów w stowarzyszeniu, postanowił wezwać go na dywanik na Nowogrodzką i zmusić do zatrzymania rejestracji. Do spotkania doszło w miniony poniedziałek.

Naciski prezesa okazały się bezskuteczne. Gdyby Kaczyński nas zapytał, to nawet bez konsultacji z Morawieckim powiedzielibyśmy, że naciski nic nie dadzą. Przecież Morawiecki od co najmniej pół roku jest na ścieżce wojennej z Kaczyńskim. Ma już na koncie: własną Wigilię, konkurencyjną wobec Wigilii PiSprezentację swego programu dzień przed prezentacją Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera; odmowę przyjazdu na spotkanie władz PiS w sprawie konfliktów wewnętrznych; otwartą debatę z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem odbytą wbrew rekomendacjom Kaczyńskiego; własne spotkania polityczne w kontrze do partyjnych — choćby wizytę w Słupsku, podczas gdy w Stalowej Woli odbywała się ważna dla PiS konwencja programowa dotycząca bezpieczeństwa.

Mateusz Morawiecki i Władysław Kosiniak-Kamysz podczas debaty "Bezpieczna Polska". Jasionka, 01.04.2026 r.Darek Delmanowicz / PAP
Mateusz Morawiecki i Władysław Kosiniak-Kamysz podczas debaty "Bezpieczna Polska". Jasionka, 01.04.2026 r.

Kaczyński wystawia Morawieckiego na ataki "maślarzy". A Morawiecki odmawia wsparcia dla Czarnka

Wróćmy do ubiegłotygodniowych zdarzeń. Skoro sam na sam nic nie dało, to Kaczyński postawił podnieść sprawę na polityczny poziom — na wtorek zwołał prezydium Komitetu Politycznego PiS, czyli tzw. PKP.

Mówiąc wprost — wystawił Morawieckiego na ataki "maślarzy", którzy mają zdecydowaną większość we władzach partii. Morawiecki jest osamotniony — może liczyć tylko na byłego wicepremiera Piotra Glińskiego i byłego szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego.

W takim szerszym gronie kierownictwa partii Kaczyński wprost nie atakował Morawieckiego. Sugerował mu jednak, że powinien wycofać się z rejestracji stowarzyszenia. Z jego perspektywy priorytet jest jasny: pełna mobilizacja PiS wokół Przemysława Czarnka. W takiej sytuacji nie ma miejsca na projekty, które odciągałyby uwagę od partyjnego kandydata na premiera i budowały alternatywę wobec niego. A nie jest tajemnicą, że Morawiecki powołuje stowarzyszenie dlatego, że nie dostał nominacji na kandydata PiS na premiera. Chce mieć organizację, która pracuje na niego, bo PiS pracuje na Czarnka.

Morawiecki znów nie uległ sugestiom. Co więcej, dodatkowo zaognił sytuację, bo nie przeszedł podstawowego testu lojalności, który przeprowadził wobec niego Kaczyński. Otóż — odmówił wspólnego występu z Czarnkiem na spotkaniu wyborczym. To pokazało Kaczyńskiemu, że Morawiecki nie tylko nie zamierza pomagać w kampanii Czarnka, ale wręcz będzie się od niej ostentacyjnie dystansował.

W dodatku Morawiecki przekonywał, że nie ma żadnego wzrostu notowań PiS po namaszczeniu Czarnka na kandydata na premiera. To rozwścieczyło Czarnka, który dotąd ze wszystkich "maślarzy" starał się zachować najbardziej poprawne relacje z Morawieckim. Miał w tym oczywisty cel — chciał, żeby cała partia pracowała na niego w kampanii.

Wtorkowe obrady PKP zakończyły te Czarnkowe zaloty. Właśnie Czarnek obok najbardziej zapiekłego wroga Morawieckiego Jacka Sasina nadawał ton krytyce stowarzyszenia.

Jarosław Kaczyński i Jacek Sasin, 11.11.2025.Albert Zawada / PAP
Jarosław Kaczyński i Jacek Sasin, 11.11.2025.

W serwisie X Czarnek napisał już po obradach: "To nie czas egoizmu; to nie czas partyjniactwa! To czas pracy, jedności i nieodstawiania nogi! Kto chce szukać wrogów na prawicy, kto chce nas dzielić, kto stawia swój interes ponad dobro Polski — ten mojego wsparcia, ani aprobaty nie znajdzie. Ten usłyszy, że to zdrada". Adresat był oczywisty.

Na ostatniej prostej Kaczyński podjął próbą wystraszenia posłów Morawieckiego

Samo spotkanie było kameralne — około dwudziestu osób. Kaczyński był powściągliwy. Ale w rozmowach między członkami PKP emocje buzowały. Tam przekaz większości był ostrzejszy: projekt Morawieckiego jest szkodliwy.

Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek podczas panelu "Przyszłość europejskiego konserwatyzmu". Lublin, 08.12.2024Wojtek Jargiło / PAP
Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek podczas panelu "Przyszłość europejskiego konserwatyzmu". Lublin, 08.12.2024

Ale Morawiecki się nie wycofał. Rzecz jasna przekonywał, że nie zamierza opuszczać PiS, że stowarzyszenie to nie jest alternatywa wobec partii. Przeciwnie — mówił o "płucu gospodarczym", które ma wzmacniać PiS. Przekonywał, że jeśli PiS chce wygrać wybory, musi mieć wiele twarzy — nie tylko Czarnka. Stowarzyszenie Morawieckiego miałoby być dodatkowym akordem w tej coraz bardziej skomplikowanej partyturze, jaką staje się prawicowa scena polityczna. To narracja, która miała uspokajać kierownictwo — ale uspokoić nie mogła, bo jest niewiarygodna.

Morawiecki chce budować struktury terenowe stowarzyszenia. Jest oczywiste, że to zalążek struktur partii. A skoro przeciwnicy Morawieckiego mają we władzach PiS większość, to nie mogli przejść nad jego decyzjami do porządku dziennego.

We środę Morawiecki pojawił się przelotnie na Nowogrodzkiej — stanął obok Czarnka za Kaczyńskim, który urządził rutynowy zlot polityków PiS na konferencję prasową, podczas której prosił wyborców o wpłaty na partię.

Tego samego dnia wieczorem Morawiecki i jego ludzi zebrali się, aby podjąć ostateczne decyzje co do stowarzyszenia. Na ostatniej prostej Kaczyński podjął próbą wystraszenia posłów Morawieckiego. Kazał wydać oświadczenie rzecznikowi PiS Rafałowi Bochenkowi. Bochenek napisał: "Nikomu nie odmawiamy prawa do tworzenia stowarzyszeń, ale nie mogą to być stowarzyszenia, które bazują na parlamentarzystach lub członkach partii. Stowarzyszenie tworzone w takiej formule z całą pewnością byłoby szkodliwe dla całego środowiska prowadząc do jego dezintegracji. Taka inicjatywa wpisywałaby się w plany i różnego rodzaju intrygi Tuska i jego ludzi, bo to oni chcą nas rozbić. Dzisiaj jest czas jednoczenia się polskich patriotów wokół naszego kandydata na premiera Przemysława Czarnka".

Jarosław Kaczyński i Rafał Bochenek w Sejmie, 17.04.2026 r.Tomasz Gzell / PAP
Jarosław Kaczyński i Rafał Bochenek w Sejmie, 17.04.2026 r.

Jak nam relacjonuje jeden z członków tej frakcji, oświadczenie Bochenka "zwiększyło frekwencję na spotkaniu u Morawieckiego i wzbudziło raczej uśmiech politowania".

Reakcja Kaczyńskiego była natychmiastowa. We czwartek po raz drugi spotkało się prezydium Komitetu Politycznego PiS. Tam już leciały wióry, bo Kaczyński znał już listę założycieli Stowarzyszenia Rozwój Plus — to niemal 40 osób, głównie posłów i europosłów PiS — m.in. Marcin Horała, Michał Dworczyk, Piotr Muller, Krzysztof Szczucki, Mirosława Stachowiak-Różecka, Ryszard Terlecki, Szymon Szynkowski vel Sęk. To mniej więcej 1/5 klubu PiS — spora siła.

Politycy PiS, w tym: Mateusz Morawiecki, Marcin Horała, Piotr Muller, Krzysztof Szczucki i Michał Dworczyk podczas otwartego spotkania z mieszkańcami Torunia, 18.04.2026 r.Agnieszka Bielecka / PAP
Politycy PiS, w tym: Mateusz Morawiecki, Marcin Horała, Piotr Muller, Krzysztof Szczucki i Michał Dworczyk podczas otwartego spotkania z mieszkańcami Torunia, 18.04.2026 r.

Kaczyński przyszedł na obrady z gotową uchwałą, która piętnowała stowarzyszenie Morawieckiego i groziła sankcjami jego członkom: "zakazane jest (bez zgody władz partii) członkostwo w organizacji, której cele są sprzeczne z celami, zasadami ideowymi, programem lub interesem PiS albo czynne wspieranie takiej organizacji".

Wyjściem z twarzą dla Morawieckiego i jego ludzi miała być zawarta w uchwale zapowiedź stworzenia Rady Eksperckiej ("będą w niej mogły działać osoby, podmioty i organizacje chcące w jakikolwiek sposób włączyć się w przygotowania programowe i inicjatywy związane z perspektywą zbliżających się wyborów parlamentarnych").

Kaczyński chciał, aby ludzie Morawieckiego zamiast stowarzyszenia wstąpili do rady.

Morawiecki nie wziął udziału w głosowaniu uchwały. Ulotnił się na wywiad do telewizji Republika, co było zręcznym pretekstem, bo zdawał sobie sprawę, że uchwała zostanie przyjęta, jako że jego przeciwnicy są w PKP w większości.

W Republice mówił: — Nasz elektorat uciekł w różnych kierunkach. Chcę zbierać wraz ze swoimi współpracownikami właśnie tych ludzi.

Jego zdaniem radykalizacja PiS i ściganie się z Konfederacją i Koroną Grzegorza Brauna to błąd, bo partia straci poparcie w centrum i nie będzie w stanie wygrać wyborów. Morawiecki sam siebie przedstawia jako strażnik politycznego centrum, które miałby pozyskać dla PiS, tak jak to było za jego rządów.

Dzień, w którym Kaczyński postanowił publicznie Morawieckiego upokorzyć

I tak nadszedł piątek — dzień, w którym Kaczyński postanowił publicznie Morawieckiego upokorzyć, a jego ludzi wystraszyć. Prezes PiS zwołał konferencję prasową w Sejmie, podczas której mówił głównie o Morawieckim i jego stowarzyszeniu.

Kilka cytatów. "Jeżeli będą padały takie sformułowania, które padały, niestety także z ust osób bardzo ważnych, że to jest pewna nowa propozycja dla pewnego typu elektoratu, to jest przedsięwzięcie partyjne".

"Chodzi tylko o to, żeby to nie prowadziło do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z pewnego rodzaju pasożytnictwem. To znaczy przy pomocy instytucji i możliwości naszej partii będzie się tworzyło partię nową, która nie jest w tej chwili w żadnym razie potrzebna na polskiej scenie politycznej. Potrzebna jest jedność PiS".

"Mam wielką nadzieję na to, że ci, którzy podjęli te działania zrozumieją, że działają na szkodę nie tylko PiS, ale to jest na szkodę Polski, bo dzisiaj mamy po prostu fatalną władzę w Polsce i naprawdę trzeba ją zmienić. Ale dzielenie się nie prowadzi do takiej zmiany".

"Różnica zdań w najmniejszym stopniu nie stwarza przesłanki dla jakiegoś rozłamu. Natomiast, jeżeli ktoś podejmuje działania organizacyjne tego typu to niestety trzeba zakładać, że przynajmniej bierze to pod uwagę, a jeżeli bierze to pod uwagę to znaczy, że szkodził".

"Jeżeli działalność ta będzie szła w tym kierunku, na co wskazują obecne wypowiedzi i fakty, to będę wyciągał wnioski o charakterze dyscyplinarnym. Trzeba wybrać. I jasno mówię — że dla ludzi, którzy by się w to angażowali miejsc na naszych listach nie będzie."

Efekt już widać — część ludzi Morawieckiego ze stowarzyszenia zaczyna drżeć jak osika, choć faktem jest, że większość wciąż pozostaje harda.

Szukanie kretów w PiS, czyli "maślarze" oskarżają Morawieckiego, a Morawiecki ich

Tak złego nastroju wewnątrz PiS nie było od utraty władzy w październiku 2023 r. Wówczas też nad partią wisiało widmo konfliktów, a nawet podziałów — zagrożone było nawet przywództwo Jarosława Kaczyńskiego, w którego wielu polityków PiS zwyczajnie przestało wierzyć.

Maciej Wąsik po wyjściu na wolność,  23.01.2024.Leszek Szymański / PAP
Maciej Wąsik po wyjściu na wolność, 23.01.2024.

Paradoksalnie, Kaczyńskiego uratował Donald Tusk. Twardy początek rządów nowego rządu — w tym siłowe wejście do TVP i wsadzenie za kraty Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika — na nowo zjednoczył PiS wokół prezesa.

Mariusz Kamiński  po wyjściu na wolność, 23.01.2024Piotr Polak / PAP
Mariusz Kamiński po wyjściu na wolność, 23.01.2024

Tym razem Tusk także pojawia się w wojnie wewnętrznej jako punkt odniesienia. Część "maślarzy" wierzy w teorię Jacka Kurskiego: że Morawiecki jest Tuskowym kretem, człowiekiem Platformy, który został wstawiony do PiS, by rozwalić partię od środka. W innym wariancie Morawiecki jest przerażony perspektywą zarzutów, które może usłyszeć w śledztwie dotyczącym afery w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, gdzie jego ludzie kradli setkami milionów. I ten lęk miałby go skłonić do wykonywania poleceń Tuska i niszczenia PiS.

Mateusz Morawiecki i Donald Tusk podczas wręczenia nominacji członkom Rady Gospodarczej. Warszawa 09.03.2010.Leszek Szymański / PAP
Mateusz Morawiecki i Donald Tusk podczas wręczenia nominacji członkom Rady Gospodarczej. Warszawa 09.03.2010.

Z kolei Morawiecki publicznie sugeruje, że kretami w partii są "maślarze" — jego zdaniem od kiedy kierownictwo PiS zostało rozszerzone o kilku z nich, to wyciekają ważne informacje.

Taki jest na dziś stan PiS-u — partii przeoranej konfliktem, którego zakończenie nie jest już możliwe. A w poniedziałek kolejne spotkanie ostatniej szansy między Morawieckim a Kaczyńskim.

Morawiecki to zawodnik, z jakim Kaczyński się dotąd nie mierzył

Kaczyński anihilował już nie raz swych prawdziwych i urojonych wrogów — zarówno w PiS, jak też szerzej na prawicy. Wyrzucił z partii wielu jej twórców: Kazimierza Marcinkiewicza, Pawła Kowala, Joannę Kluzik-Rostkowską, Pawła Zelewskiego, Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Marcina Libickiego, czy Zbigniewa Ziobrę.

Jarosław Kaczyński i Kazimierz Marcinkiewicz podczas konferencji prasowej w Warszawie 31.10.2006Tomasz Gzell / PAP
Jarosław Kaczyński i Kazimierz Marcinkiewicz podczas konferencji prasowej w Warszawie 31.10.2006

Zniszczył Samoobronę, Ligę Polskich Rodzin, Porozumienie Jarosława Gowina, zaś Suwerenną Polskę Ziobry po latach wcielił do PiS. Wydawać by się mogło, że posiadając takie CV prezes nie będzie miał większych problemów z pacyfikacją buntu Morawieckiego. Ale tak wcale nie jest.

Andrzej Lepper i Roman Giertych. Warszawa 30.08.2007.Tomaz Gzell / PAP
Andrzej Lepper i Roman Giertych. Warszawa 30.08.2007.

Morawiecki — choć w polityce jest raptem od dekady — to zawodnik, z jakim Kaczyński się dotąd nie mierzył. Prezes nie może go szantażować usunięciem z list wyborczych, bo jako milioner ma z czego żyć i brak poselskiego mandatu nie jest mu straszny. W dodatku jest na tyle popularny, że ma szansę wprowadzić do Sejmu własną partię. Ponieważ Kaczyński nie rządzi, więc nie naśle na niego prokuratury, służb i skarbówki. Jedyne co może zrobić, to uderzyć w jego ludzi. I to się właśnie zaczyna — Kaczyński prośbą i groźbą będzie wyciągał posła po pośle z organizacji Morawieckiego.

Jarosław Kaczyński i Joanna Kluzik-Rostkowska. Warszawa, 06.05.2010Tomasz Gzell / PAP
Jarosław Kaczyński i Joanna Kluzik-Rostkowska. Warszawa, 06.05.2010

Kluczowe jest to, ilu z nich ustoi. Wiemy jedno — bez względu na to, jak się skończy ten bunt Morawieckiego, już nic nigdy w PiS nie będzie takie samo.

Właśnie dlatego Kaczyński przymykał oczy na prorosyjską politykę Orbana

Prezes nie ma dobrego czasu — polityczną katastrofą jest dla niego dotkliwa porażka wyborcza premiera Węgier Viktora Orbana, który traci władzę po 16 latach nieprzerwanych rządów. Pokonał go dawny współpracownik Peter Magyar, lider Partii Szacunku i Wolności TISZA. Partia Magyara uzyskała większość konstytucyjną, a to znaczy, że jest wystarczająco silna, aby dokonać całkowitej przebudowy Węgier.

Klęska Orbana jest także porażką jego sojuszników. W kampanii mocno wspierał go Donald Trump. Z polskich polityków na Węgry jeździł m.in. prezydent Karol Nawrocki, a wsparcia Orbanowi udzielił także Jarosław Kaczyński.

Prezydent Karol Nawrocki z Viktorem Orbanem, 23 marca 2026.Grzegorz Jakubowski / KPRP/Onet
Prezydent Karol Nawrocki z Viktorem Orbanem, 23 marca 2026.

Prezes PiS miał w tym swój cel — chciał zbudować antyunijną koalicję, która w oparciu o Donalda Trumpa wypowiedziałaby wojnę Brukseli. Orban był kluczowy w tej układance. Nie tylko miał lepsze od PiS relacje z Trumpem, ale także z populistycznymi liderami innych krajów UE — choćby z premierem Słowacji Robertem Fico oraz premierem Czech Andrejem Babisem. Właśnie dlatego Kaczyński przymykał oczy na prorosyjską politykę Orbana — bo priorytetem był dla niego antyunijny sojusz.

Kaczyński liczył, że gdyby PiS udało się za rok wrócić do władzy, a we Francji i Niemczech antyunijna prawica umocniła się po kolejnych wyborach, to taka koalicja stałaby się realną siłą wewnątrz UE. Bez Orbana to mało prawdopodobne — sam Kaczyński takiej koalicji stworzyć nie jest w stanie. Po prostu Orban to populista globalny. Miał polityczne kontakty, o których Kaczyński mógł tylko pomarzyć. Na jego tle prezes PiS to populistyczny prowincjusz.

Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz dopiero teraz otwarcie przyznaje, że jego szef i prezes PiS wspierali Orbana mimo że to polityk prorosyjski: "Był sojusznikiem Polski jedynie w rozgrywce z kosmopolitami i centralistami w UE oraz w kwestii migracji. To było ważne, ale za mało. Poza tym jedynie pogłębiał sprzeczności — inna percepcja zagrożeń rosyjskich, różnice w postrzeganiu sojuszu północnoatlantyckiego (o roli Węgrów we wspólnocie wywiadu powstaną kiedyś studia), zupełnie niezgodna z naszymi interesami polityka energetyczna (...), pogrzebanie idei Trójmorza… Nagrania rozmów węgierskiego premiera i szefa MSZ z Putinem i Ławrowem ujawnione ostatnio (zdobyte być może przez jeden z wywiadów) są tego wszystkiego egzemplifikacją. Relatywizacja tego na polskiej prawicy antyrosyjskiej była błędem (delikatnie mówiąc)".

Dla PiS kolejna ucieczka Ziobry oznaczać będzie nowe problemy

W PiS pojawia się coraz więcej głosów, że czas rozpocząć izolację od Donalda Trumpa, którego faworyci — tacy jak Orban — przegrywają wybory. Kilka tygodni temu wybory przegrał inny faworyt Trumpa — słoweński populista Janes Jansa.

Nawet elektorat prawicowy w Europie odwraca się od Trumpa. To efekt jego chaotycznej polityki, w tym rozpętania wojny w Iranie. W PiS żywe są obawy, że jeśli partia będzie nadal bezkrytycznie popierać Trumpa, to zapłaci za to politycznie w kolejnych wyborach.

Wygląda na to, że sojusz PiS z Trumpem nie pomoże Zbigniewowi Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu. Byli ministrowie rządu PiS są ścigani przez polską prokuraturę, która chce im postawić zarzuty dotyczące ustawiania konkursów na pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości. Grozi im areszt, dlatego uciekli do Budapesztu, gdzie dostali azyl polityczny od Orbana. Po zmianie rządu na Węgrzech — co nastąpi za kilka tygodni — stracą tę ochronę. "Mówiłem już wcześniej, by nie kupowali mebli w Ikei, bo nie zostaną tutaj długo. Węgry nie są krajem, które udzielają azylu osobom podejrzanym o przestępstwa." — zapowiada Peter Magyar.

Peter Magyar, 13.04.2026.AA/ABACA / PAP
Peter Magyar, 13.04.2026.

Wedle jednych plotek Ziobro i Romanowski rozważają ucieczkę do USA. Inne pogłoski mówią, że rozważają wyjazd do innych krajów europejskich, rządzonych przez prawicę. Zajmuje się tym żona Ziobry — Patrycja Kotecka, która wyjechała na Węgry razem z nim. Według naszych informacji Kotecka od początku sceptycznie odnosiła się do możliwości uzyskania azylu w USA — ona stawia na Europę.

Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski w czasie kampanii wyborczej do parlamentu. Krasnystaw, 22.09.2023.Wojciech Jargiłło / PAP
Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski w czasie kampanii wyborczej do parlamentu. Krasnystaw, 22.09.2023.

Zresztą szef MSZ Radosław Sikorski sprawdzał, czy Amerykanie dadzą azyl politykom PiS — ambasador USA w Polsce zapewnił go, że to nie wchodzi w grę.

Dla PiS kolejna ucieczka Ziobry oznaczać będzie nowe problemy — partia bardzo straciła na tym, że wyjechał do Budapesztu, ukrywając się przed prokuraturą.

Dlatego też kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek zapytany o dalsze losy Ziobry i Romanowskiego odpowiada krótko: "Nie moja sprawa".

Pamiętaj, że jako narzędzie bazujące na sztucznej inteligencji czasem mogę się mylić.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Jarosław Kaczyński krytycznie ocenia decyzję Mateusza Morawieckiego o rejestracji stowarzyszenia, uznając to za próbę rozbicia partii PiS.
  • Morawiecki i Kaczyński nie mogą dojść do porozumienia, co grozi rozłamem w partii.
  • Kaczyński publicznie wypowiedział się na temat Morawieckiego, mówiąc o "pasożytnictwie" i potencjalnych sankcjach dla jego zwolenników.
  • Morawiecki odmawia wsparcia dla kandydata PiS na premiera, co dodatkowo zaostrza konflikt.
  • Porażka Orbana na Węgrzech wpływa negatywnie na sytuację PiS, co stwarza nowe wyzwania dla Kaczyńskiego.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz