Majówka powinna być czasem odpoczynku od polityki, PIS-u i PO, Tuska i Kaczyńskiego. Ale czy będzie? Czy to w ogóle możliwe? Czy my w ogóle umiemy, umielibyśmy bez nich żyć? 35 lat z dwoma facetami, całe dorosłe życie w perwersyjnym trójkącie.
Jestem tak stary, że pamiętam, gdy popierałem Jarosława Kaczyńskiego, który 35 lat temu miał rację, że zjednoczony obóz Solidarności to fikcja i że czas tworzyć normalne partie polityczne. Jestem też dość stary by pamiętać pojawienie się kilka miesięcy później młodego chłopaka z Kongresu Liberalno-Demokratycznego i poczuć, że do liberałów jest mi zdecydowanie bliżej, niż do Kaczyńskiego, Olszewskiego, Macierewicza i reszty tej grupy.
Polityczna długowieczność Donalda i Jarka jest świadectwem politycznego talentu ich obu. Choć Jarosław jest bardziej politykiem partyjnym i partia jest jego żywiołem, a Donald jest politykiem rządowo-europejskim. Po 4 czerwca 1992 roku i tzw. „Nocy Teczek” oni rozjechali się całkowicie.
Moje sympatie też.
Obaj trwają nie tylko przez talenty przywódcze, potencjał intelektualny, którym przerastają ludzi ze swych politycznych środowisk, ale myśle także, że przez – tu zaskoczę – podobne pojmowanie polityki, podobny stosunek do swych partii politycznych i politycznych towarzyszy, a przede wszystkim według mnie bardzo podobną (uważam, że w obu przypadkach szalenie krytyczną) ocenę naszego społeczeństwa. Kaczyński i Tusk inaczej definiują nie Polaków, ale ich potrzeby. Kaczyński uważa, że potrzebują głównie bezpieczeństwa, ciągłości i poczucia niezmienności wartości i kulturowego otoczenia. Tusk uważa, że Polacy są bardziej otwarci, ambitni, aspiracyjni, optymistyczni i tolerancyjni. Tak widzą te dwie swoje Polski, które przez kilkadziesiąt lat w ogromnym stopniu sformatowali. Różnią się trochę jak Gomułka i Gierek. Obaj byli komunistami, ale jeden nienawidził Niemców i Zachodu, a drugi widział w nich punkt odniesienia i szansę. Obaj nasi bohaterowie byli konserwatystami, Tusk liberalnym, a Kaczyński chrześcijańskim. Choć Tusk odszedł od liberalizmu, a Kaczyński przeszedł od konserwatyzmu do nacjonalizmu i populizmu.
Różnił ich stosunek do Niemiec, ale też niezupełnie. Kaczyński cynicznie diabolizuje Niemcy, dla swych politycznych potrzeb, by móc zagrać na antyniemieckich fobiach swego elektoratu. Tusk w ogóle nie jest proniemiecki, po prostu lepiej widzi mapę Europy i lepiej definiuje interes Polski, rozumiejąc ich rolę w Unii Europejskiej. Kaczyński gra niemieckością Tuska, a Tusk bardziej gra Niemcami (także ich uzasadnionym poczuciem winy), niż oni nim.
Obaj mają dwa poniekąd symetryczne atuty. Kaczyński Tuska, którym straszy, na którego szczuje i na kontrze do którego definiuje siebie, a Tusk Kaczyńskiego, którego nie lubi, z którego w sposób niezbyt zawoalowany szydzi, którym straszy i z pomocą którego mobilizuje swych wyborców.
Czym byłaby armia Kaczyńskiego bez Tuska i nienawiści do niego, a czym armia Tuska bez skrajnej niechęci do Kaczyńskiego. Kim obaj by straszyli, przeciw komu by swe oddziały mobilizowali.
Obaj trzymają się tak mocno, bo zbudowali wyobrażenia Polaków o polityce, Polsce i świecie, ale także dlatego, że trafnie opisują Polski, każdy swoją. Ten duopol nie powstał i nie trzymałby się tak mocno, gdyby nie odzwierciedlał nie tylko politycznego, ale może bardziej cywilizacyjnego i kulturowego podziału Polski. Właśnie dlatego połowa Polski identyfikuje się z Kaczyńskim i jego diagnozą, a połowa z Tuskiem i jego opisem. To nie jest sztuczny podział na potrzeby polityków, ale autentyczny podział, który oni trafnie zauważyli i – każdy na swój sposób – odczytali. Dziś żywią się sobą i w jakimś sensie na sobie pasożytują. Są trochę jak stare małżeństwo, zmęczeni sobą, nielubiący się, ale sobie niezbędni i niemogący bez siebie żyć.
Tusk jest „psi” a Kaczyński „koci”, co też nie jest zupełnie bez znaczenia. Wiadomo, że jeden z najważniejszych podziałów ludzi to ten na miłośników kotów i miłośników psów.
Nie wiadomo czy, kiedy i jak ten pojedynek tytanów się skończy. Prawdopodobne, że u kresu swych dni, obaj będą go wspominać z sentymentem. Niewykluczone nawet, że w pamiętnikach będą się komplementować. Z polityki szybciej odejdzie pewnie Tusk, bo ma gdzie. Kaczyński poza polityką życia nie ma żadnego.
Obaj byli i są w te polityczne klocki w Polsce bezdyskusyjnie najlepsi. Cała reszta gra w zupełnie innej lidze. Może nawet kiedyś i my za nimi zatęsknimy. Nawet za „tym drugim” choć od lat walczymy w armii tego naszego.
To tyle. Zamiast majówki z Tuskiem i Kaczyńskim majówka z Kaczorem Donaldem. Nasz polski Disneyland.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz