Tomasz Lis – POŻEGNANIE Z AMERYKĄ, 13.04.2026

 

W Alejach Ujazdowskich, naprzeciw Ambasady USA, stoi pomnik Ronalda Reagana. Na tablicy, tuż za pomnikiem, jest jego zdjęcie z Janem Pawłem II (słusznie – obaj zrobili bardzo wiele by obalić komunizm). Obok napis: „Wróg komunizmu, przyjaciel Polski, człowiek, który dał światu nadzieję”.

Lokalizacja pomnika jest trafna. Reagan stoi 50 metrów od miejsca, w którym 5 października 1939 roku Adolf Hitler odbierał defiladę żołnierzu Wehrmachtu, który właśnie podbił Polskę. To w dużym stopniu dzięki Reaganowi unicestwiona Polska po pół wieku odzyskała wolność. Pomnik stanął jako symbol siły Ameryki i jej nieustannego wsparcia dla sprawy wolności na świecie. Dziś stoi trochę jak wyrzut sumienia, bo dzisiejsza Ameryka z tamtą nie ma nic wspólnego, a dzisiejszy prezydent oprócz adresu z tamtym też wspólnego nie ma nic. Tak jak partia republikańska Reagana nie ma absolutnie nic wspólnego z populistyczną, nacjonalistyczną, izolacjonistyczną a do tego prorosyjską w dużym stopniu partią republikańską Trumpa. Reagan rzucił Moskwę na kolana, a Trump pada przed nią na kolana. Reagan kopnął Moskwę w dupę, a Trump ją w dupę całuje.

Kocham Amerykę. Tam studiowałem, pracowałem i spędziłem kilka lat życia. Tam urodziła się moja starsza córka. Ameryka to pragnienie wolności, ale i spełnione marzenie o wreszcie bezpiecznej Polsce. Ale, ale jak śpiewał David Bowie, „this is not America”. Reagan był przywódcą Zachodu i liderem wolnego świata. Trump jest kumplem dyktatorów tego świata, który w stanie obłędu zapowiada owego świata koniec.

Pomnik stoi w dobrym punkcie, ale w dziwnym teraz kontekście. 50 metrów od niego jest ambasada Kanady, której Trump grozi aneksją prawie tak jak Hitler Austrii i Czechosłowacji. 50 metrów od pomnika jest ambasada Węgier. Kiedyś Reagan wspierał walczących o wolność w Polsce i na Węgrzech. Teraz Trump wysyła swoich ludzi, ostatnio wiceprezydenta Vance’a, by wspierali ludzi, których zwycięstwo jest w interesie Moskwy, jakby ostentacyjnie chciał podeptać owoce zwycięstwa Ameryki nad Sowietami. Vance popierający Orbana, to tak jakby 1956 roku podczas węgierskiego powstania, wiceprezydent USA leciał do Budapesztu by wspierać promoskiewskiego premiera Węgier. Oczywiście niewyobrażalne.

„Pożegnanie z Ameryką” to trochę jak „Pożegnanie z Afryką”. Robert Redford, symbolizujący urodę, piękno i siłę Ameryki, odszedł razem z amerykańską soft power, jej siłą przyciągania, inspirowania i uwodzenia. Filmowa partnerka Redforda, Meryl Streep występuje publicznie przeciw Trumpowi.

250 metrów od pomnika Reagana jest nasz sejm, świątynia polskiej demokracji. Dziś ambasador USA traktuje Polskę jak poddanego, kolonię, republikę bananową i wasala, a nie jak sojusznika. Sam Trump stwierdza zaś, że nie wyklucza wyjścia Ameryki z NATO, o wejście do którego Polska biła się przez dekadę, a tak naprawdę przez wiele dekad. Czy mamy jeszcze w Waszyngtonie sojusznika czy nasz wielki jeszcze niedawno sojusznik tak naprawdę jest sojusznikiem naszego największego wroga.

Pożegnanie z Ameryką na szczęście nie jest wieczne. Zdemenciały i zdziecinniały Trump nie będzie nią rządził wiecznie. Jak mówi mądre polskie przysłowie „dłużej klasztora niż przeora”. Ale NATO i cały polityczny Zachód przechodzą ciężką próbę, która jeszcze potrwa.

Gdy moja córka urodziła się w Waszyngtonie bardzo cieszyłem się, że w związku z tym, iż w Ameryce obowiązuje „prawo ziemi” i ktoś urodzony na jej obszarze z automatu ma jej obywatelstwo, będzie posiadaczką amerykańskiego paszportu. Myślałem, że świat czasem wariuje, więc paszport jedynego supermocarstwa, to dobra polisa ubezpieczeniowa, która na przykład umożliwia szybką ewakuację z jakiegoś miejsca konfliktu. Ale już dwie dekady później, po roku studiów w Ameryce, moja córka powiedziała mi, że chce wracać, bo woli Polskę, Warszawę i Śródmieście niż Amerykę, Nowy Jork i Manhattan. Trochę byłem zły, a trochę dumny. Mimo urodzenia się w USA, nauki w szkole amerykańskiej i studiów w Ameryce, moje dziecko nie było kosmopolitką, ale prawdziwą Polką. Nie dała się przekonać, gdy tłumaczyłem, że w Polsce od dwóch lat rządzą wariaci z PIS, więc może niech lepiej siedzi w Nowym Jorku. – Tato, wracam – oświadczyła. Za dobrze znam moje córki, żeby nie wiedzieć, że podejmowanie dyskusji z już podjętą decyzją nie ma sensu.

Ostatnio pojawiły się pogłoski, że Trump chce zlikwidować możliwość posiadania przez Amerykanów podwójnego obywatelstwa. I co planujesz zrobić, zapytałem córkę. Proste, odpowiedziała, – zrezygnuję z amerykańskiego. Ameryka to teraz obciach.

Pożegnanie z Ameryką stało się faktem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz