czwartek, 24 października 2013

Cezary Michalski - ILE DYWIZJI MA PAPIEŻ?

Jak twierdzą „umiarkowani konserwatyści”, także w dyskusjach pod tekstami z Dziennika Opinii KP, to pojawienie się Janusza Palikota i jego antyklerykalnej partii miało doprowadzić do mobilizacji prawicowej czarnej sotni w polskim Kościele i wokół niego. Gdyby nie polityczny antyklerykalizm po raz pierwszy w takiej skali zorganizowany po roku 1989 przez Palikota, polski Kościół sam rozwiązałby swoje problemy, sam by się zreformował, sam zrezygnowałby z nadmiernych żądań wobec słabiutkiego świeckiego państwa, wobec formalnie tylko świeckiej szkoły państwowej, wobec skarbu państwa i samorządów. 

O tym, że taka argumentacja pozbawiona jest sensu, przypomina proste następstwo faktów. Abp. Michalik zastraszał i obrażał wiernych z Tylawy swoimi publicznymi wystąpieniami, odmawiał im prawa do świadczenia przed świeckim sądem w sprawie molestowania ich własnych córek przez księdza, którego on sam bronił jako człowieka własnej instytucji, robił to wszystko po roku 2001. Jego zachowanie nie mogło być zatem w żaden sposób sprowokowane przez Janusza Palikota i jego antyklerykalny ruch, ponieważ Janusz Palikot nie był wtedy liderem żadnego antyklerykalnego ruchu, ale wydawał „Ozon”, w którym nawróceni na ideologię, bo nie na chrześcijaństwo, prawicowi publicyści bronili wszystkich możliwych patologii Kościoła w sferze świeckiej. 

Także Komisja Majątkowa z udziałem Marka P. działała przez wiele lat, skutecznie „zmobilizowana” do odzyskiwania przez Kościół majątku od państwa i samorządów metodami niezgodnymi z prawem. I znów, to nie żaden silny antyklerykalny ruch „zmobilizował” Kościół do takiego działania, bo żadnego takiego ruchu wtedy nie było. Obrońcy świeckości państwa byli w defensywie. Po raz pierwszy pokonani przy okazji wprowadzania religii do szkół, potem przy okazji wprowadzenia zakazu aborcji, cofali się dalej i dalej. 

Podobną „prowokacją” wobec polskiego Kościoła, mobilizującą to, co w nim i wokół niego najgorsze, stało się ponoć odwołanie z Dominikany abp. Wesołowskiego i ucieczka ks. Gila do Polski. Będąca następstwem tych wydarzeń dyskusja o pedofilii w polskim Kościele i o jej osłanianiu spowodowała, że część biskupów i prawicowych publicystów z jeszcze większą siłą zaatakowała „ideologię gender” i feministki, choć to nie one odwołały z Dominikany abp. Wesołowskiego i zmusiły do ucieczki ks. Gila. Nie mają takiej władzy nad biskupami i księżmi – ani prof. Inga Iwasiów odwołana jako „propagatorka gender” z jury nagrody literackiej Gryfia, którą współtworzyła, ani Magdalena Środa, ani Agnieszka Graff. A jednak to one zostały przez część ludzi Kościoła i prawicowych publicystów zaatakowane, aby w ten sposób po raz kolejny pedofilię w polskim Kościele osłonić i usprawiedliwić.

To realne, a nie wymyślone przez „konserwatystów umiarkowanych” i nieumiarkowanych następstwo faktów potwierdza rzecz oczywistą. Świecka siła polskiego Kościoła niekorygowana żadną inną świecką siłą rodzi patologie.


Patologie rodzą konieczność bronienia ich za wszelką cenę, bycia wobec nich solidarnymi, skupiania się w ich obronie jak rzymscy żołnierze skupiali się podczas bitwy w szyku żółwia. Taki szyk w oczywisty sposób owocuje kolejnymi patologiami, kolejne patologie ośmiela. 


Przegrana ks. Lemańskiego, który odwołał się do Rzymu przeciw arbitralnym i autorytarnym decyzjom abp. Hosera, a także parę innych najnowszych wystąpień i deklaracji różnych organów Kościoła pokazuje, że w Kościele powszechnym pojawiły się dwa ciała: papież Franciszek, który z podziemi Domu św. Marty namawia księży i wiernych do antyklerykalnego buntu i „Watykan” (tak nazywają tę odrębną instancję media i sami ludzie Kościoła), który decyzjami różnych Kongregacji i deklaracjami w „L'Osservatore Romano”, „niejasnym” deklaracjom papieża Franciszka całkiem jasno zaprzecza. A antyklerykalnych buntowników w Kościele, ośmielonych przez deklaracje Franciszka, że „sam jest antyklerykałem”, ów „Watykan” dyscyplinuje i karze. Niektórzy polscy biskupi i liczni polscy prawicowi publicyści używający Kościoła do walki partyjnej i kulturowej, ponieważ sami są kompletnie „odczarowani”, niewierzący, redukują religię wyłącznie do relacji władzy, zadają sobie dzisiaj to samo pytanie, które zadawał sobie kiedyś pewien inny niewierzący i niechrześcijański polityk. Pytają mianowicie: „ile dywizji ma papież Franciszek?”. I dochodzą do wniosku, że w Kościele ukształtowanym wcześniej bardzo głęboko jako instytucja odrzucająca II Sobór Watykański, papież Franciszek nie ma żadnych dywizji.

Czołowe postacie antysoborowej ideologii w Kościele, Michael Novak i Vittorio Messori, krzewiący to, co Franciszek nazywa „ideologią nie będącą chrześcijaństwem”, publicznie zdystansowali się wobec niego. Novaka wypromował w Polsce o. Maciej Zięba, kiedy sam chrześcijaństwo łączył z krzewioną przez Novaka neoliberalną ideologią, która jest od chrześcijaństwa prostsza i ma więcej dywizji. Vittorio Messori był z kolei gwiazdą całego antysoborowego polskiego katolicyzmu, szczególnie młodego. Biskupi i prawicowi publicyści w Polsce przysłuchują się temu wszystkiemu powtarzając pytanie: „Ile dywizji ma papież Franciszek w Kościele, w Tym Kościele?”.


I odpowiadają samym sobie z ulgą: „nie ma żadnych”.

Źródło: Dziennik Opinii KP

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz